|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział 54Aha! Wzięłam laptopa i zaowocowało to nowym rozdziałem tu, na "Wielkiej Ucieczce", "Zatańcz ze mną" oraz dwoma nowymi miniaturkami i pomysłem na kolejną opowieść :) Powinnam częściej jeździć do babci... || Podkreślone fragmenty pochodzą z książki J.K. Rowling "Harry Potter i Zakon Feniksa". Miłego czytania!
54. Trwała bitwa. Zaklęcia śmigały dookoła z zawrotną prędkością, krzyki ludzi mieszały się z rykiem olbrzymów. W ręku trzymała kryształową kulę i celowała nią w nadbiegającego śmierciożercę. Po dwóch sekundach mężczyzna leżał na kamiennej posadzce, a po czole spływała mu strużka krwi. Serce kobiety wypełniła mściwa satysfakcja, co dodało jej sił. Cisnęła trzema ostatnimi kulami w olbrzyma, który rozwalał wschodnią ścianę zamku, po czym uchwyciła różdżkę i zbiegła po schodach do sali wejściowej. Uderzyła zaklęciem śmierciożercę walczącego z Parvati Patil, wybiegając na błonia. Zatrzymał ją powiew przeraźliwego zimna. Takiego chłodu nie emitowali nawet dementorzy. Odwróciła się powoli i spojrzała w kierunku wzgórza, skąd Lord Voldemort kierował wszystkimi działaniami. Kilkunastu śmierciożerców trzymało klatki z czarnymi, miotającymi się kształtami, które obijały się nieustannie o wzmocnione zaklęciami pręty. Czarny Pan skinął dłonią i w jednym momencie w niebo uniosło się około dwudziestu wyjących demonów, siejących postrach i zwątpienie. Poszybowały nad obrońców Hogwartu, wydając z siebie opętańcze dźwięki, które obudziłyby nawet umarłego. Jeden demonów podleciał do sparaliżowanej strachem kobiety i rozpostarł nad nią nietoperze skrzydła. Nie mogła nawet krzyknąć, gdy otulił ją swoim niematerialnym ciałem i pociągnął do góry. Czuła jak unosi się w powietrze, a po chwili była już przekonana, że znajduje się na wysokości, co najmniej pięćdziesięciu metrów. Demon zaśmiał się okropnie, po czym puścił ją i odleciał w poszukiwaniu kolejnych ofiar. Leciała w dół i zanim uderzyła z mocą o ziemię, usłyszała krzyki przerażenia dobiegające z różnych części błoni. Po chwili nie czuła już nic... Sybilla Trelawney obudziła się w swoim dusznym, ciemnym pokoju na szczycie Wieży Północnej zlana potem i trzęsąca się jak osika. Wiedziała, że właśnie miała wizję, zresztą bardzo realistyczną wizję i była doskonale poinstruowana, co robić w takich wypadkach. Szybko narzuciła na siebie haftowany szlafrok, wzięła różdżkę, nałożyła ogromne okulary na nos i powędrowała w kierunku gabinetu dyrektora, wciąż spoglądając z przestrachem za siebie. *** Nadal przerażona kobieta podeszła do kamiennej chimery, która skrzekliwym głosem zapytała o hasło. - Gigantojęzyczne toffi – odparła wróżbitka, wciąż oglądając się za siebie. Posąg odsunął się, ukazując ruchome chody, które wiodły do gabinetu dyrektora. Weszła na pierwszy stopień, ale zamiast czekać na ruch kamienia, podążyła szybko na samą górę. Nawet nie zapukała. Po prostu weszła i zaczęła opowiadać. Dumbledore tylko słuchał, a gdy skończyła nie odezwał się ani słowem, jedynie podszedł do Fawkesa i cicho coś mu szepnął na ucho. Następnie wyczarował patronusa i nakazał mu zawołać Mistrza Eliksirów*. Sybilla siedziała jak na szpilkach. O ile dość często zdarzało jej się widywać straszne sceny, o tyle wiedziała, że ta konkretna sytuacja może mieć miejsce w nadchodzącej rzeczywistości. Traktowała swoją dziedzinę magii bardzo poważnie, jednak wyczuwała płynną granicę między wizjami, które zdarzają się wszystkim jasnowidzom a wizjami, które sprawdzą się, co do joty. Teraz była pewna, że to widzenie należy do drugiej kategorii. Po kilkunastu minutach zjawiła się Minerwa McGonagall, a zaraz po niej – przywódca wampirów. Sybilla widziała go tylko raz, na korytarzu szkolnym i nie wywarł na niej pozytywnego wrażenia. Cała trójka czekała jeszcze na Snape’a, ale gdy ten nie przybył, Dumbledore zaczął bez niego. - Nasza Sybilla miała wizję, gdzie Voldemort w natarciu na Hogwart użył demonów. I nie, Minerwo, jestem przekonany, że to prawdziwa wizja – zwrócił się do McGonagall, która już otwierała usta, żeby podważyć wiarygodność przepowiedni. – Dacjanie, czy twoja rasa zna jakiekolwiek sposoby na ochronę przed nimi? - Nigdy nie mieliśmy do czynienia z tymi potworami – odrzekł wampir, pocierając w zamyśleniu podbródek. – Nie odważyły się zapuścić w nasze rejony, ale wydaje mi się, że Czarny Pan może je do tego zmusić. Musiałbym zapytać Władcy. Sybilla zmarszczyła brwi. Co to za Władca? Zerknęła na Minerwę, która wydawała się równie zdziwiona, co wróżbitka. - Powinieneś namówić go do przyjazdu tutaj – powiedział dyrektor. - Nie mogę cię wykorzystywać jako posłańca, masz ważniejsze rzeczy do zrobienia. Jeśli chce współpracować z Hogwartem, musi się ze mną spotkać. Nie mogę tworzyć ruchu oporu wespół z wampirami, podczas gdy one wstrzymują się od jakiejkolwiek pomocy. Proszę, przekaż to Władcy przy następnym spotkaniu. - Oczywiście, dyrektorze. – Dacjan skinął głową i wyszedł. - Minerwo, odprowadź, proszę, Sybillę do jej komnat – powiedział Dumbledore do McGonagall. – Na chwilę obecną nic nie możemy zrobić, moja droga – zwrócił się do wróżbitki. – Dziękuję, że pofatygowałaś się do mnie w środku nocy i proszę – idź do siebie i spróbuj zasnąć. Nauczycielka transmutacji wzięła pod ramię koleżankę i wyprowadziła ją za drzwi. W progu rzuciła jeszcze pytające spojrzenie przełożonemu, ale on pokręcił głową i gestem nakazał wyjść. *** Teraz Sybilla siedziała w swoim fotelu i czekała na przyjście szóstych klas. Przed godziną dostała powiadomienie od dyrektora, że oczekuje jej w swoim gabinecie po obiedzie. Zostały jej dwie godziny. O co mogło chodzić? Czyżby tajemniczy Władca pofatygował się wreszcie do Hogwartu? Słyszała o niezwykłej chorobie jednej z Gryfonem, a Minerwa powiedziała jej, że zamieszane są w to wampiry. Nic więcej jednak nie mogła wyjawić, została zobowiązana do milczenia. Sybilla domyślała się jednak, że skoro choroba była powiązana wampirami, to mógł być w to zamieszany ten cały Władca. Kim on w ogóle był? Następnego dnia po wizji, Sybilla, pierwszy raz od kilku miesięcy, zawitała do szkolnej biblioteki. Wyszukała kilka książek o wampirach i zabrała je do swoich komnat. Na ich studiowaniu spędziła całe popołudnie. Niewiele się dowiedziała, więc kolejnego dnia wypożyczyła jeszcze więcej książek. W końcu w n-tej książce znalazła krótką wzmiankę o tym, że każdy klan wampirów aż do połowy XIX w. wybierał swojego przywódcę, ale w 1854 roku to prawo się zmieniło. Teraz wszystkie wampiry miały jednego przywódcę, wybieranego przez przedstawicieli klanów na tajnym zgromadzeniu. Po zakończonym głosowaniu następowało uroczyste ogłoszenie tego we wszystkich klanach, ale nazwisko wybranego zostawało utajnione. Od tej pory każdy wampir nazywał go Władcą. Sybilla odgoniła od siebie natrętne myśli, gdy klapa w podłodze uniosła się i zaczęli przez nią przechodzić uczniowie. Wstała, owinęła się szalem i podeszła do studentów. *** Harry siedział na łóżku i patrzył z niepokojem na przesuwające się powoli wskazówki zegara. Zostało mu tylko dwadzieścia minut do dodatkowych lekcji ze Snape’em. Poprzedniego dnia Dumbledore powiedział, że najwyższy czas, aby zaczął uczyć się oklumencji. Miał przyjść do gabinetu Mistrza Eliksirów o wpół do szóstej. Bał się tych lekcji. Dumbledore wyjaśnił mu pokrótce, co to jest oklumencja i do czego służy, ale mimo to Harry nie był przekonany, że jest to całkowicie bezpieczne. Nie miał ochoty udostępniać swoich myśli Snape’owi, a tym bardziej tych myśli, które dotyczyły profesor McDavis. Nie chciał też przypadkowo wejść do głowy Snape’a i patrzeć na śmierć niewinnych ludzi. Dlatego coraz bardziej wolał zostać w dormitorium. W końcu zegar wybił piętnaście po piątej. Harry zwlókł się z łóżka i zszedł do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Ron, który siedział w kącie i grał z Seamusem w szachy, popatrzył na niego współczująco i uniósł kciuk do góry. Harry uśmiechnął się słabo, przeszedł przez dziurę pod portretem i powlókł się do lochów. Gdy przyszedł, miał jeszcze pół minuty zapasu, więc odczekał dwadzieścia sekund i zapukał. - Wejść – dobiegło z gabinetu. Harry nacisnął klamkę i pchnął ciężkie, dębowe drzwi. Wszedł do środka i stanął przed biurkiem Snape’a. Samego nauczyciela nigdzie nie było widać. - A wiec zdecydowałeś się przyjść, Potter. – Snape wyszedł z cienia, jaki dawały otwarte drzwi, po czym pchnął je lekko. Zatrzasnęły się z hukiem i rozjarzyły na czerwono. – Zanim zaczniemy lekcję, mam ci do powiedzenia parę rzeczy. Po pierwsze: nikt, poza członkami Zakonu nie może wiedzieć o tych lekcjach. Po drugie: cokolwiek się tu wydarzy, zostaje pomiędzy mną, a tobą. Nieważne, co zobaczysz, masz zachować milczenie. Ze swojej strony mogę ci zapewnić to samo. Harry spojrzał ze zdziwieniem na nauczyciela. Czyli to znaczyło, że jeśli zobaczy coś dotyczącego Evy, to nie wygada? - Po trzecie: pan Weasley nie będzie miał tych lekcji, w ogóle. Panna Granger także nie. Dyrektor prosił mnie, żebym ci to przekazał. Czy wszystko jest jasne? - Jak słońce – odparł Harry. - Może i nie jest to zwykła lekcja, Potter – powiedział Snape, mrużąc oczy - ale nadal jestem twoim nauczycielem i dlatego za każdym razem, gdy się do mnie zwracasz, używaj formy „proszę pana” albo „panie profesorze”. - Tak... panie profesorze. – Harry odetchnął w duchu. Czyli jeden problem mniej. Ale czy Snape rzeczywiście dotrzyma słowa? - Oklumencji jest niezwykle złożoną dziedziną magii. – Mistrz Eliksirów podszedł do biurka, zdjął wierzchnią szatę i powiesił ją na oparciu krzesła. - Wymaga skupienia, wysiłku i pracy. Musisz się nauczyć jak zamykać swój umysł, w przeciwnym razie Czarny Pan będzie miał łatwy dostęp do wszystkich twoich wspomnień, uczuć, myśli i fantazji. Ostatnie słowo Snape zaakcentował tak, jakby o czymś wiedział. Harry nieco się zaczerwienił, ale dzielnie wytrzymał w wyprostowanej pozycji. - Jeśli dasz mu do nich dostęp, nie przykładając się do oklumencji, może wykorzystać je przeciwko tobie – kontynuował Snape. – Dlatego ważne jest, żebyś potrafił chronić się przed zgubnym wpływem więzi. Czarny Pan z pewnością spróbuje wykorzystać to dziwne połączenie, używając legilimencji. Jest to zdolność wydobywania uczuć i wspomnień z umysł innej osoby. - Można czytać w cudzych myślach? – zapytał szybko Harry z obawą, że oto sprawdzają się jego najgorsze przeczucia. - Brak ci subtelności, Potter – powiedział Snape z błyskiem w oczach. – Tylko mugole mówią o „czytaniu w cudzych myślach”. Umysł nie jest książką, którą można otworzyć i przeczytać w wolnym czasie. Myśli nie są wyryte wewnątrz czaszki, gdzie mógłby je przejrzeć jakiś intruz. Umysł to rzecz złożona i wielowarstwowa, Potter… w każdym razie większość umysłów… - Uśmiechnął się drwiąco. – To prawda jednak, że ci, którzy opanowali sztukę legilimencji, potrafią, pod pewnymi warunkami, wedrzeć się do umysłu swoich ofiar i poprawnie zinterpretować to, co tam znajdą. Czarny Pan, na przykład, prawie zawsze wie, gdy ktoś nie mówi prawdy. Tylko ci, którzy posiądą sztukę oklumencji, mogą udaremnić mu dostęp do uczuć i wspomnień przeczących temu kłamstwu i w ten sposób wprowadzić w błąd. Musisz mieć czysty umysł, żeby móc się obronić. Mężczyzna skończył mówić i wyjął różdżkę z wewnętrznej kieszeni szaty. - Wyjmij różdżkę, Potter. - Harry wyciągnął różdżkę i wycelował nią w nauczyciela. – W legilimencji często ważny jest kontakt wzrokowy, ale tak silny Legilimenta jak Czarny Pan na pewno nie będzie tego potrzebował. Szczególnie, że z pewnością nie pojawi się tutaj, żeby rzucić na ciebie zaklęcie Legilimens. Harry’ego przeszedł dreszcz. Co by było, gdyby Voldemort nagle zaatakował? Gdyby przybiegła McGonagall z wiadomością, że wszyscy śmierciożercy zebrali się pod bramami Hogwartu i rozbijają zaklęcia ochronne nad zamkiem? Harry nie był gotowy na taką okoliczność. - Potter, czy ty mnie słuchasz?! Skup się! – Snape opuścił nieco różdżkę i jeszcze bardziej zbliżył się do Złotego Chłopca. – O czym myślałeś, że odpłynąłeś tak daleko, nie słuchając tego, co do ciebie mówię? - O ataku na Hogwart. O tym, co by było, gdyby Voldemort nagle zaatakował. – Te słowa wypłynęły z jego ust samoistnie, nie mógł ich powstrzymać. Snape spojrzał na niego uważnie, całkowicie opuszczając różdżkę. - To naturalne, że się boisz... – zaczął, ale Harry nie dał mu dokończyć. - Nie boję się! – krzyknął, choć w sercu czuł strach. - Nie przerywaj mi – wysyczał mężczyzna. – Jak już zacząłem: boisz się, to naturalna reakcja na zagrożenie. Nie ma ludzi, którzy się nie boją. - Pan pewnie się niczego nie boi. – Harry znów nie mógł powstrzymać słów, które wyrwały mu się z ust bez udziału woli. Snape zawahał się. Wyglądał jakby uwaga Harry’ego coś w nim zburzyła. Po chwili jednak opanował się i powrócił do normalnego stylu bycia. - To nie jest przedmiotem naszych lekcji. Jeśli byłbyś tak łaskaw i nie odpływał nigdzie, moglibyśmy w końcu zacząć. – Uniósł ponownie różdżkę i stanął w pozycji do pojedynku. Harry zrobił to samo. – Oczyść umysł z wszelkich myśli. Policzę teraz do trzech i rzucę na ciebie zaklęcie. Wtedy ty spróbujesz się obronić przed moim atakiem, zrozumiano? Harry pokiwał głową, choć w gardle miał wielką gulę i za nic nie potrafił wyzbyć się wizji ataku na Hogwart. - Raz... dwa... trzy... Legilimens! W Harry’ego uderzyło złote światło i poczuł jak niewidzialna siła napiera na jego głowę. Próbował się przed nią bronić, ale nie miał pojęcia jak. Po chwili poległ i mógł tylko oglądać własne wspomnienia, które wyciągał na wierzch Snape. Błysk!... On sam uciekający na drzewo a za nim rozwścieczony Majcher... Błysk!... Wąż boa wyślizgujący się z terrarium podczas pobytu w zoo... Błysk!... Korneliusz Knot mówiący mu, że za nadmuchanie ciotki nie idzie się do Azkabanu... Błysk!... Syriusz uderzony Drętwotą Bellatriks, wpadający za Zasłonę Śmierci... Harry poczuł nagle jak jego umysł jest uwalniany od tych okropnych obrazów, a on sam upada na podłogę, uderzając się przy okazji kolanem w kant szafki. - Wstawaj, Potter. W ogóle się nie starasz. – Snape podszedł do niego, chwycił go za ramię i podniósł do pionu. – Jeszcze raz. Harry otrzepał kolana i podniósł ponownie różdżkę. Poczuł powoli narastającą złość na nauczyciela. Jak ma się starać, skoro nie wie jak się obronić? - Jak mam się bronić, skoro pan mi nawet nie powiedział, co mogę zrobić? – prawie wywarczał. - Grzeczniej, Potter. Możesz bronić się w dowolny sposób. Możesz spróbować rzucić na mnie zaklęcie, możesz także spróbować samej siły swojego umysłu. Chodzi o to, żebyś nie pokazał mi swoich wspomnień i myśli. Liczę do trzech, przygotuj się. Harry zebrał się w sobie i przygotował sobie na końcu języka zaklęcie tarczy. - Raz... dwa... trzy... Legilimens! Harry w tym samym czasie wykrzyknął „Protego!” i umysł Snape’a wciągnął go do środka. Błysk!... Mały chłopiec siedział na łóżku i celował różdżką w sufit, zestrzeliwując z niego muchy... Błysk!... Nastolatek o ciemnych włosach w ślizgońskiej szacie szedł korytarzem z naręczem książek. Czwórka Gryfonów wpadła na niego, śmiejąc się wniebogłosy. Książki rozsypały się po podłodze... Błysk!... Dorosły Snape klęczał przed Voldemortem, który mówił coś z zadowoloną miną... Błysk!... Snape i jakaś kobieta o burzy brązowych włosów razem w łóżku. Jego dłonie sunące po jej ciele... - STOP! W jednej chwili potężna siła odrzuciła Harry’ego do tyłu z taką mocą, że cofnął się parę kroków i uderzył plecami o drzwi. Podniósł się do pionu i spojrzał na nauczyciela. Twarz mężczyzny wyrażała zdziwienie, złość i... strach? Patrzył przenikliwie na twarz Harry’ego, jakby chciał wybadać, jakie wrażenie wywarły na nim obejrzane wspomnienia. Harry zastanowił się, co mogło wywołać taki przestrach u Snape’a. Zabijanie much? Atak Gryfonów w szkole? Zebranie śmierciożerców? Miłosna schadzka? Potter wzdrygnął się na wspomnienie tego ostatniego. To wydawało się tak nierealne, żeby jakakolwiek kobieta chciała dotknąć tego mężczyzny w uczuciowy sposób. Poza Evą McDavis, która udowodniła to wyraźnie podczas śniadania w Wielkiej Sali parę miesięcy temu. - Myślę, że na dziś wystarczy, Potter. – Snape już się opanował, zdjął zaklęcie z drzwi i odłożył różdżkę na biurko. – Przyjdź w czwartek o tej samej godzinie. Codziennie przed snem masz wyzbywać się wszelkich emocji. A to przeczytaj na kolejne zajęcia. – Z biurka wziął dużą księgę oprawioną w czarną skórę i podał ją Harry’emu. Na okładce widniał tytuł wypisany wyblakłymi srebrnymi literami: „Oklumencja dla początkujących”. Harry skinął głową i wyszedł. Severus usiadł przy biurku i ukrył twarz w dłoniach. Jeśli ma uczyć tego chłopaka, musi się jakoś zabezpieczyć przed niechcianymi atakami z jego strony. Nagle przyszedł mu do głowy pomysł. Myślodsiewnia! Dlaczego nie pomyślał o tym wcześniej? Na następne zajęcia dobrze się przygotuje. Do dziś nawet nie pomyślałby, że Potter będzie zdolny do odparcia ataku, nawet z pomocą różdżki, ale teraz już wiedział. Severus zanotował w pamięci, żeby pożyczyć myślodsiewnię od Dumbledore’a następnym razem i przyciągnął do siebie testy piątej klasy, które musiał sprawdzić na następny dzień. _____________________ * O to właśnie chodziło patronusowi, gdy Severus i Hermiona mieli swoją chwilę sam na sam. czwartek, 09 lutego 2012, mionka94
Komentarze
2012/02/09 18:19:23
Normalnie nas rozpieszczasz,aż 3 nowe notki,jestem w raju.Rozdział jak zawsze świetny,mnie również najbardziej podoba się fragment cytowany już przez Irray.Mam nadzieje że niedługo podzielisz się z nami nowym rozdziałem,a jeśli będziesz narzekałą na brak weny jedź do babci,obiecuje nadrabiać twoje zaległośći w szkole.
2012/02/09 18:58:52
Tak, tak, pobyt u babci to świetny pomysł! Korzystaj z tego tak często jak możesz! ;DD Bardzo mi się podobał cały rozdział a rzeczywiście ten moment o którym mówiły dziewczyny u góry był wyjątkowy ;DD
Wizja przeraziła mnie troszkę, ale chce wiedzieć co też nasz kochany Tom wymyślił! No i Władca w Hogwarcie? Czy on czasem tego nie zaplanował by spotkać też Ginny (jeśli dobrze pamiętam) ? Pozdrawiam ;) Pani_Nocy 2012/02/09 19:23:01
No i jest kolejny rozdział :D Nawet nie wiesz jak się cieszę.
Mi również najbardziej podobał się fragment, gdy Harry odparł atak i widział obraz dotyczący Severusa i pewnej Gryfonki ^^ No ciekawe czy Władca faktycznie zjawi się w Hogwarcie. Czekam na następny rozdział. Pozdrawiam i życzę weny :D 2012/02/10 20:09:40
Wreszcie! Moja droga jak zwykle piszesz obłędnie ...Ciesze się ,że wreszcie dodałaś nowy rozdział .Codziennie wchodzę na twojego bloga i sprawdzam po pare razy dziennie .Chyba się uzależniłam od twojego opowiadania ,które czytam od sierpnia i niecierpliwię się czekając choćby minutę dłużej na kolejny rozdział ,ale warto bo rozdziały są świetne.
Pozdrawiam i życzę ci weny . Soniaaa 2012/02/11 00:16:47
Tak, nowy rozdział! XD Jest GENIALNY!
Z tą wizją Sybilli... Aż się wzdrygnęłam czytając o tej kobiecie... O.o xD Mhwahaha dobrze, że Harry nie domyślił się, co to była za kobieta z burzą loków... Życzę weny i z niecierpliwością czekam na xd. :D
Gość: lilith, 69-z.sm-rozstaje.pl
2012/02/11 13:13:08
Nie obijaj się a pisz! Genialne! Chociaż więcej by się przydało Snape'a i hermiony.
Gość: Lille, 69-z.sm-rozstaje.pl
2012/02/11 17:51:19
Zakochałam się w Snape od razu. Chociaż tutaj troszkę jest za chętny i za miękki.
Ale i tak blog cudowny! Czekam niecierpliwie na następne.
Gość: Eve96able, 095160159006.unknown.vectranet.pl
2012/02/15 16:06:05
Na Twój blog trafiłam przez przypadek, ale się zadomowiłam. Bardzo podoba mi się sposób w jaki piszesz. Rozdział bombał, liczę na więcej ;).
PS. Ja chcem więcej Severusa z Hermioną ! :P 2012/02/17 17:25:27
Bardzo podobał mi się ten rozdział i niezmiernie się cieszę, że wróciłaś do pisania reszty blogów. Czekam na więcej Severusa ;) Muszę się w końcu wziąć za swój, bo aż mi wstyd.
Gość: Alice2322, 94-40-116-2.tktelekom.pl
2012/02/19 20:20:22
Twój blog jest świetny ! Aż dziwne ,że Harry skojarzył że chodzi o Hermionę . To jedyna osoba jaką zna z taką burzą włosów ;p
Gość: cailope, public-gprs284606.centertel.pl
2012/02/22 14:09:17
ciekawie piszesz - a Sev jest cudowny
2012/03/04 16:00:04
Arrr arrr *-* niesamowity rozdział. Uwielbiam taką waleczną Sybillę z charakterkiem ;D
A lekcja oklumencji też bardzo ciekawa. Ciekawe kiedy Harry domyśli się, że Snape i Granger coś do siebie mają ?:) Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością, a tymczasem zapraszam do siebie. www.Variss.blox.pl Pozdrawiam i życzę weny
Gość: PannaIroniczna, 77-254-80-181.adsl.inetia.pl
2012/03/05 14:57:13
No i skończyło się co dobre. Szkoda.
Cż zaczęłam czytać w sobotę i na moje nieszczęście się skończyło. Chciałabym powiedzieć Ci jedynie, że jesteś genialna. Dawno nie czytałam tak dobre opowiadania, a muszę przyznać naczytałam się tego wiele. Twoi bohaterowie są bardzo oryginalni, za co Cię wielbie, nie sąto jakieś tam oklepane schematy, co naprawdę cenie. Poza tym masz pomysły i wszystko wydaje się mieć jakiś cel, nie pozostawiasz żadnych niewiadomych za to też ogromny plus! Zakochałam się w Dacjanie, on jest taki zabawny, bardzo łatwo go polubić. Polubiłam nawet Eve, rozumiem, że można do szaleństwa zakochać się w Severusie!;) Liczę na jakiś wątek Iana i Hermiony. Życzę duuuużo weny!
Gość: PannaIroniczna, 77-254-80-181.adsl.inetia.pl
2012/03/05 14:58:32
A i z gry przepraszam za błędy, pisanie z telefonu wcale nie jest takie łatwe.
Gość: rubya, x1-6-00-22-3f-9b-5a-34.k508.webspeed.dk
2012/03/17 14:17:05
szantaz na ilosc komentarzy? troche mi sie to ..nieetyczne (lepszego slowa nie umiem znalezc) wydaje.. ale opowiadanie fajne, mimo ze Sev z stosunku co do Pottera troche zbyt.. uprzejmy o.O
Czekam na kolejny rozdzial ^^
Gość: Ophi, nat-91-149.focha.trustnet.pl
2012/03/22 21:31:27
Hej. Wczoraj zaczelam czytać Twojego bloga i już nadrobilam wszystkie notki. Z przykrością muszę stwierdzić, że często zdarzają Ci się błędy, brak końcówek wyrazów, bądź przestawione litery. Pierwsze kilka notek nie bardzo mi się spodobało ze względu na styl. Jednak z notki na notkę widzę, że idziesz do przodu i czyta się to coraz ciekawiej. Historia jest przyjemna, mimo robienia ze Snape zbyt często pantoflarza. Ogólnie nie jest źle i podoba mi się, ale sama nie wiem czy to nie sam fakt Snape'a i Hermiony w opowiadaniu, bo jeżeli chodzi o ten pairing to chłonę wszystko jak gąbka. Jeżeli mogłabyś informować mnie o nowych notkach na gg, byłoby wspaniale, chętnie również sprawdzę je pod względem pisowni przed wklejeniem na bloga, jeżeli byś chciała.
Pozdrawiam i życzę weny :)
Gość: Angel, bqc143.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/03/25 22:15:12
Ach, nadziwić się nie mogę. Niedawno natrafiłam na twój blog, zaczęłam czytać i tak mnie jakoś wciągnęło. Piszesz po prostu wspaniale, tworzysz swoją własną, cały czas trwającą historię. Na prawdę niezwykłe. Widziałam już wiele blogów o podobnej, czy tej samej tematyce, ale twój jest taki inny, oryginalny. Masz genialną wyobraźnię. Naprawdę gratulacje ;) Czekam na następną notkę.
Gość: Jokerka, z50-02.opera-mini.net
2012/03/29 13:06:51
Witaj. Na twoje opowiadanie trafiłam przypadkiem. Na początku byłam średnio przekonana, ale z każdym rozdziałem bardziej się wciągam. Ostatnie noce i większość lekcji spędziłam wgapiając się w telefon, czytając. :D jak zobaczyłam, że już niema kolejnych rozdziałów to się popłakałam ;< po prostu kolejny ff od którego jestem uzależniona... Masz ode mnie wielkiego plusa za kreację Seva - nie jest idealnym, opiekuńczym ślizgońskim bogiem seksu, tylko jest noo taki jak ma być :D Eva, no cóż za swoje zachowanie zasługuje na lincz i powieszenie za kłaki na drzewie xD
Życzę powrotu Weny i wesołych swiat, Jokerka |
Rozdział niesamowity. Sybilli trzecie oko, wreszcie zaczęło działać. Nauka Pottera świetna, pewnie się nie zdziwisz, że najbardziej spodobał mi się ten fragment: Snape i jakaś kobieta o burzy brązowych włosów razem w łóżku. Jego dłonie sunące po jej ciele...
Gorąco by się robiło, z każdą sekundą coraz bardziej. ;)
P.S. Z tej strony Irray ^^.
Kocham Cię normalnie! :*