|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział 53Dzisiaj krótko, jedynie Hermiona, Dacjan i Harry. W tle: Draco i Ian. Żeby wstęp był nieco dłuższy, to powiem Wam jedno: jestem pełna podziwu dla ś.p. Johna Tolkiena. Bardzo żałuję, że nie żyłam w czasach, gdy tworzył niezapomniane Śródziemie, hobbitów, orków, Saurona, Gandalfa, Legolasa i inne elfy, Gilmliego z krasnoludami i dumny ród Aragorna. Panie Tolkien - dziękuję.
Enya - May it be (Lord of the Rings Soundtrack) --> --> http://www.youtube.com/watch?v=Ce6ZNMeZOmA Dziękuję Irray za doping i to jej dedykuję ten rozdział :)
Gryfonka zerknęła do podręcznego kalendarza i z ciężkim westchnieniem zamknęła go z powrotem. Był szósty listopada. Tydzień temu odbyła się impreza Halloweenowa, ale ona nie miała ochoty na nią iść. Nadal czuła się zdezorientowana ciągłą obecnością Iana, choć było to niezbędne. Kiedy Dacjan wrócił, okazało się, że tajemniczy Damon nie przybędzie. W każdym razie nie w najbliższym czasie. Pani Pomfrey z ciężkim sercem wypuściła Hermionę ze skrzydła szpitalnego, powierzając ją Ianowi. Natychmiast po przyjściu do jej komnat wypróbowali zasięg więzi. Okazało się, że Hermiona może funkcjonować bez trudnego do zidentyfikowania i okiełznania niepokoju, tylko wtedy, gdy Ian jest w odległości nie większej niż dwadzieścia metrów. Gryfonka musiała się też wyprowadzić do Wieży Prefektów, gdzie już urzędował Draco. Jako Prefekt Naczelna powinna tam mieszkać od początku roku szkolnego, jednak bycie praktykantką jednego z nauczycieli miało swoje przywileje. Pokoje w Wieży Prefektów były większe od tych w lochach, co miało swoje plusy. Na przykład Ian mógł zająć część pomieszczeń, bez jakiegokolwiek uszczerbku na przestrzeni prywatnej Hermiony. Mieszkanie po drugiej stronie zamku, najdalej jak się dało od lochów miało też swoje minusy. Musiała wstawać pół godziny wcześniej w środy i piątki, żeby zdążyć dojść do Wielkiej Sali na śniadanie, a potem pognać do sali eliksirów. Snape też oznajmił jej, że skoro już nie mieszka w lochach, w pomieszczeniach przeznaczonych dla praktykantów, to nie może być u niego na stażu. Gdy Hermiona próbowała przekonać go, że może wrócić, Ian na pewno nie będzie miał nic przeciwko, zaoponował, mówiąc, że nie toleruje wampirów w najbliższym otoczeniu i zamknął jej drzwi przed nosem. Dziewczyna do dziś się zastanawiała, co może być przyczyną tak chłodnego traktowania, ale jeszcze nic nie wymyśliła. Miała ważniejsze sprawy na głowie, chociażby takie jak zbliżający się Bal, albo nauka. Opuściła tyle lekcji, że nie wyobrażała sobie zdawania owutemów bez codziennego sześciogodzinnego siedzenia nad książkami. Draco pożyczył jej notatki z Transmutacji, Zaklęć i Numerologii, ale to nie to samo, co jej własne. Hermiona westchnęła jeszcze raz i zerknęła na Iana. Nie skarżył się, ale wiedziała, że nie jest mu lekko. Musiał się ukrywać za każdym razem, gdy wychodzili, a więc praktycznie przez cały dzień. Nie mógł się porozumiewać ze swoimi współbraćmi, bo Dumbledore zabronił uczniom kontaktów z wampirami pod groźbą zawieszenia w prawach ucznia, a nawet wydalenia ze szkoły. Dyrektor chciał także, żeby jak najmniej osób wiedziało o jej więzi z wampirem, dlatego zabronił jej mówić o tym komukolwiek. Brązowe oczy spotkały się z niebieskimi i Hermiona przygotowała się na kolejną porcję obrazów, które od czasu do czasu przesyłał jej Ian, ale tym razem tak się nie stało. Dookoła zapanowała ciemność. Dziewczyna z wahaniem zagłębiła się w mrok, cały czas jednak widząc siedzącego na ławce Iana. Po chwili wśród ciemności dostrzegła nikłą czerwoną poświatę. Przyjrzawszy się dokładniej zauważyła, że blask wydobywa się z pięknej róży. Zachwycona, sięgnęła, żeby dotknąć rośliny, ale nagle cała iluzja zniknęła. Spojrzała na wampira, ale zobaczyła tylko pustą ławkę. - Cześć, Hermiono! – Draco wyszedł zza zakrętu i podszedł do niej. – Co tu robisz? -Cześć, Draco – odparła zmęczonym głosem. – Zamierzałam właśnie iść do swoich komnat. - Ciężki dzień, co? – Chłopak uśmiechnął się porozumiewawczo. - I jeszcze dwie godziny eliksirów nam zostały – zauważyła Hermiona. – Chodź, idziemy. – Wzięła Draco pod ramię, a Ian bezszelestnie podążył za nimi. Przed Malfoyem najtrudniej było ukryć nieustanną obecność Iana. Przecież mieszkali w jednej wieży. Jej komnaty i Dracona przedzielał tylko mały korytarzyk, ale na szczęście istniały zaklęcia wyciszające. Nikt nic nie wiedział o drugim mieszkańcu tych pokoi. *** Harry usiadł na kamiennej ławce dziedzińca, skąd miał doskonały widok na wejście do zamku. Wielu uczniów wychodziło na błonia chcąc odetchnąć świeżym powietrzem, dlatego widok siedzącego Gryfona nikogo nie zdziwił. W tym roku listopad był wyjątkowo łaskawy, nie odczuwało się zbytnio zbliżającej zimy, choć synoptycy w CRR* zapowiadali ostre mrozy i dogodne warunki do uprawiania mroźników alpejskich**. Chłopak oparł się wygodniej i otulił szczelniej kurtką. Do następnej lekcji miał ponad pół godziny i była to Historia Magii, więc nie musiał się obawiać karnej pracy za minimalne spóźnienie. Przez kamienne okno było widać zalesione wzgórza i fragment tafli jeziora, teraz pomarszczonej przez lekki wiatr. - Cześć, Harry. – Dacjan podszedł i przysiadł na brzegu ławki. – Co porabiasz? Dacjan, jako jedyny dostał pozwolenie na kontaktowanie się z uczniami. Swego czasu padł pomysł, żeby to on prowadził zaplanowany w wakacje Klub Pojedynków, ale zrezygnowano z tego. Wampir miał zbyt mało wolnego czasu, żeby przygotowywać spotkania dla kilku grup, ponieważ uczniów było zbyt wielu, żeby wszyscy mogli mieć zajęcia w tym samym czasie. - Cześć, Dacjan. Siedzę i myślę – odparł Złoty Chłopiec, uśmiechając się lekko do wampira. - A nie masz przypadkiem jakiejś lekcji? – zapytał, konspiracyjnie ściszając głos. - Nie, Historię Magii mam dopiero za pół godziny. I tak nic się nie stanie, jak się na nią spóźnię. – Harry wzruszył ramionami. - O nie, młody człowieku! – Dacjan pogroził mu palcem. - Nie ma wymigiwania się od nudnych lekcji. Oczywiście, nie twierdzę, że Historia Magii jest nudna, co to, to nie... - Jasne, na pewno ci uwierzę. – Harry roześmiał się wraz z wampirem. - A tak na serio, kiedy ja byłem w twoim wieku i chodziłem do szkoły, starałem się omijać właśnie Historię Magii. Cała szkoła, wszystkie roczniki były zgodne, co do tego, że profesor Skawiński powinien zdobyć pierwsze miejsce w konkursie na najszybsze zanudzenie klasy. Jego rekord wynosił mniej więcej trzy sekundy od rozpoczęcia wykładu. Potrafił nas zanudzić już samym brzmieniem głosu. - Binns ochoczo go goni, rekord wynosi jak na razie trzy minuty, choć Hermiona cały czas opiera się jego usypiającemu czarowi – zauważył Harry. – A gdzie chodziłeś do szkoły? – zapytał z ciekawością. - Dziś na północy Hiszpanii jest miasto portowe o nazwie La Coruña, – zaczął Dacjan - ale dawno temu była to mała wioska. W okolicy, u podnóża Gór Kantabryjskich znajdował się spory zamek, coś na kształt Hogwartu. W La Coruñie się wychowałem, a do szkoły chodziłem właśnie do tego zamku. - Jak się nazywał ten zamek? Czy miał taką nazwę jak Hogwart? – dopytywał się Po-tter. - Nie miał nazwy, istniał zresztą tylko przez kilkadziesiąt lat. Nauka tam trwała nie siedem lat jak tu, w Hogwarcie, ale dziewięć. Do szkoły szliśmy jako dziesięciolatki, a kończyliśmy ją dopiero w wieku dziewiętnastu lat. Akurat upadek szkoły przypadł wtedy, kiedy mój rocznik miał zdawać owutemy – trolle górskie zamieszkujące Góry Kantabryjskie uznały, że budując tam szkołę, czarodzieje naruszyli ich przestrzeń prywatną i zaatakowały uczelnię. Byliśmy kompletnie nieprzygotowani, od informacji o ataku do jego przypuszczenia było tak mało czasu, że czasu starczyło tylko na deportowanie się. Trolle zaatakowały pusty zamek, który wkrótce potem zniknął z po-wierzchni ziemi. Do dziś hiszpańskie Ministerstwo Magii nie podjęło decyzji o jego odbudowie, chociaż trolle już dawno się stamtąd wyniosły – zakończył ze smutkiem. - To jak zdałeś egzaminy? – zapytał Harry, zasłuchany w słowa wampira. - Szczerze powiedziawszy, takiego pytania spodziewałbym się raczej od Hermiony, ale skoro pytasz... Uczniowie z mojego rocznika uczęszczali przez ostatnie kilka tygodni do szkoły w Madrycie i tam zdali egzaminy. Młodsze roczniki rozeszły się po całym kraju. - Ciekawa historia. Mogliby tego nas uczyć na Historii Magii, a nie o wojnach goblinów – mruknął Harry. - Nie narzekaj, Harry. Wytrzymałeś sześć lat, wytrzymasz jeszcze niecały rok - pocie-szył go wampir. - Łatwo ci mówić, skończyłeś szkołę dawno temu. A tak z ciekawości – ile masz właściwie lat? Wiem, że wampiry żyją dużo dłużej, niż ludzie, ale ciekawi mnie ile pokoleń przeżyłeś. – Harry uśmiechnął się. - Urodziłem się w La Coruñie, 18 stycznia 1552 roku, pod nazwiskiem Diego Cortéz. Sam policz ile mam lat. – Dacjan uśmiechnął się chytrze. Harry przez chwilę milczał, po czym jego oczy zrobiły się wielkie jak galeony. - Masz 445 lat?! - Naprawdę? Nie sądziłem, że aż tyle... Pięć czarodziejskich pokoleń, i ponad sześć mugolskich... – Dacjan w zamyśleniu potarł podbródek. - Wiedziałem, że wampiry żyją długo, ale żeby aż tak długo? - Nie zapominaj, jestem półwampirem. Jeśli czarodzieje dożywają wieku nawet dwu-stu lat, a wampiry są nieśmiertelne, to półwampira żyją mniej więcej sześć-siedem razy dłużej niż śmiertelnicy. To by dawało około tysiąca lat. Co oznacza, że niebezpiecznie zbliżam się do półmetka – zaśmiał się. - Przestań, nawet jeśli stuknie ci pięćsetka, to pożyjesz jeszcze drugie pięćset – uspokoił go Harry, także się śmiejąc. - Diego Cortéz, tak? Ten od słynnego przeklętego skarbu Cortèza? - Nie, to nikt z mojej rodziny – zaoponował Dacjan. - Owszem, nosimy to samo nazwisko, ale moje ma nad literą „e” akcent w prawo, a jego w lewo. Nigdy także go nie spotkałem, urodziłem się pięć lat po jego śmierci. Za to widziałem na własne oczy słynnego Smoka królowej Anglii, Elżbiety I - Francisa Drake’a. - Niesamowite... – wyszeptał Harry, pełen podziwu i nabożnej czci. Jako sierota na garnuszku Dursleyów nie miał dostępu do książek, mediów i temu podobnych rzeczy. Jeśli chciał się czegoś dowiedzieć, to musiał albo podsłuchać wiadomości, albo ukraść książkę z pokoju Dudleya. Kiedyś, w pośpiechu myszkując po pokoju kuzyna, chwycił trzy książki, które wyglądały na nieużywane i umknął do swojej komórki. Jedna z nich była książką przygodową o piratach. Od tamtej pory starał się dowiadywać coraz więcej o piratach, wypożyczając książki ze szkolnej biblioteki (choć częściej je po prostu kradł, żeby Dursleyowie nie posądzili go o chęć bycia lepszym od Dudleya i nie zakazali chodzenia do szkoły) i podwędzając inne Dudleyowi. Jego idolem i najbardziej podziwianym człowiekiem stał się wówczas Francis Drake, słynny korsarz morski, pogromca Wielkiej Armady. - Coś się tak zamyślił? – Dacjan szturchnął go w żebra. – Zbieraj się, masz dokładnie sześć i pół minuty na dojście do klasy Historii Magii. - Aj, aj, kapitanie Cortéz! – Harry wykonał gest, który miał być chyba próbą zasalutowania, wziął torbę i poszedł, machając Dacjanowi na pożegnanie. Wampir odmachał mu i podszedł do niewysokiej blondynki stojącej za kamiennym filarem. Objął ją w pasie i razem patrzyli na kołyszące się gałęzie drzew. - Coś ty mu nagadał, że patrzył na ciebie jak na boga? – zapytała Alice, przytulając się do wampira. - Opowiadałem mu anegdoty z dzieciństwa, stare dzieje – zbył ją. - Młodemu Potterowi przyda się trochę śmiechu w tych ponurych czasach. ___________________ * Czarodziejska Rozgłośnia Radiowa ** Roślina, która rośnie tylko zimą, wymyślona. wtorek, 17 stycznia 2012, mionka94
Komentarze
2012/01/17 17:17:22
Oł tak, nowy rozdział! xd
Jak zwykle niczego mu nie brakuje. Ciekawa jestem jak dalej to rozegrasz.Bo mi czytając ten rozdział głowa pęka od domyślań o dalszą akcję, to wolę nawet nie myśleć ile ty ich masz! O.o Życzę dużo weny, a ja z niecierpliwością czekam na cd. :) 2012/01/17 18:16:32
O jejku! ;) Ale niespodzianka! ;) Dziękuję Ci bardzo! ;*
Rozdział oczywiście wspaniały! Ile zagadek, aż się niecierpliwię, aby był ciąg dalszy akcji. ;> Ciągle mi brakuje kolejnych rozdziałów, kolejnych. ;] Chyba zacznę w kółko czytać ten blog, aby być cały czas na bieżąco, może nauczę się całej tej historii na pamięć. ;D Nowy rozdział na Twoim blogu i już humor poprawiony. ;] Wiesz, że czekam na jakieś wydarzenia między główną parą bohaterów. ;] Pozdrawiam cieplutko w mroźny dzień! ;* 2012/01/17 19:08:52
Hermiona nie jest praktykantką Snape` a? Nie jest jego praktykantką?! Nie jest?! Coś ty najlepszego zrobiła, co? Odcięłaś go.. Foszek. ;D
Nie na serio to rozdział moim skromnym zdaniem udany. Ciekawie sie czytało, z lekkością. Opowieści Dajana bardzo fajne. 445 lat, tak? Faajnie... A Hermiona biedaczka uczyć się musi i ta ciągła obecność Iana. Nie wiem co ty tu na tym poziomie nawymyślałaś, skubana, ale ja chce już to wiedzieć. Życzę ogromu weny oraz przysłowiowo pozdrawiam. ;)) Pani_Nocy
Gość: LittleGreenBag, 77-252-81-2.ip.netia.com.pl
2012/01/17 20:54:01
Rozdział przyjemny, ale... ja chcę Severuuusa! ;D
2012/01/17 21:21:16
cóż... komentowałam ostatnio to tutaj za wiele do dodania nie mam :D przede wszystkim: za mało severusa, taka mała wzmianka stanowczo mnie nie satysfakcjonuje... :D i jeszcze chciałam ci powiedzieć, że Tolkiena też uwielbiam i podziwiam :D geniusz... :) pozdrawiam i czekam na kolejną część :D
2012/01/17 21:55:17
rozdział bardzo fajny :)) jest na czym uwiesic oko
chciałabym usłyszeć więcej o Hermionie i Ianie oraz Ginny i jej zadaniu od Damona mam szczerą nadzieję ze na kolejną notke będę czekać troszkę krócej :pp CZEKAM Z NIECIERPLIWOŚCIĄ I ŻYCZĘ WENY :*** 2012/01/17 22:12:07
jeśli o mnie chodzi to dalej prosze o powiadomienia na ng gg 9595132 :))
2012/01/17 23:06:24
Przesympatyczny rozdział. Uwielbiam Hiszpanów... kto by pomyślał, że nasz Dacjan właśnie stamtąd pochodzi. Oby tak dalej! Weny życzę!
AA 2012/01/21 23:41:35
No nie mogłam sie doczekac kolejnego rozdziału, pomysł z zakonczeniem praktyk Hermiony po prostu mnie rozbroił,ciekawa jestem czym jeszcze nas zaskoczysz
2012/01/22 20:39:07
Mioneczko Droga, na ferie spodziewam sie kolejnego rozdzialu i mam nadzieje, ze zblizysz naszych glownych bohaterow, chociazby na chwile. A przede wszystkim zniknie wiez glownej bohaterki z wampirem. Nie zameczam Cie i nie zanudzam, czekam cierpliwie na kolejny rozdzial! :*
2012/01/24 23:39:57
Już od dłuższego czasu czytam Twojego bloga jako ' cicha wielbicielka ' . Nigdy nie zostawiłam po sobie śladu w postaci komentarza . Jednak poczułam , że takie wspaniałe opowiadanie zasługuje na pochwałę . Ono jest po prostu cudowne . Czytałam dużo opowiadań o tej parze i każde było coraz lepsze od poprzedniego . Twoje pomysły mnie zaskakują . Piszesz cudownie i postaraj się doprowadzić opowiadanie do końca . Nie przejmuj się mała ilością komentarzy . Pisz dla osób które to czytają . Nawet jeżeli byłaby to jedna czytelniczka czy też czytelnik . Czerp z tego przyjemność . Pozdrawiam :)
Gość: Andromeda Tonks, 95.108.124.12*
2012/01/29 19:15:38
Z niecierpliwością czekam na dalszą część i proszę... więcej Severusa! ;)
Gość: amy, user-31-174-75-138.play-internet.pl
2012/02/08 16:23:02
Ja też jestem (byłam) taką cichą wielbicielką ale chcę ciebie koniecznie zmotywować bo te opowiadania są cudowne! Wiem, że pisanie wcale nie jest proste bo też próbuję, więc naprawdę ciebie podziwiam. Potrafisz wzbudzać emocję u czytelnika - tego zazdroszczę :P
A propos emocji - może koniec tego trzymania w napięciu z Snape'm i Granger bo chwilowo to wygląda jakby to był między nimi koniec ;) Wiem, wiem... będzie kiedyś come back a ja go będę wyczekiwała. xD |
Soniaaa