Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 48

Mamy rozdział, wreszcie. I (radosna nowina) mam betę! Za przejrzenie tego tekstu i usunięcie wszelkich błędów gorąco dziękuję severus88 :* || A/N: Z Tamtymi nie da się walczyć inaczej jak wręcz lub materialną bronią. Zaklęcia na Nich nie działają. I jeszcze jedno: w tym rozdziale dużo ludzi będzie wracało z błoni do zamku :)

48.

Severus wszedł do zamku, podtrzymując słaniającą się na nogach Lisę i podążył szybko do swoich komnat. Po drodze ostatkiem sił wyczarował patronusa i przekazał mu niezbędne instrukcje. Srebrzysta pantera bezgłośnie pobiegła przed siebie, a on ruszył dalej, podtrzymując przyjaciółkę*.

Miał wielkie szczęście, bo pomimo wczesnej pory, nikogo nie spotkał w lochach. Dotarłszy do drzwi, wyszeptał hasło i wprowadził półprzytomną kobietę do środka. Ułożył ją wygodnie na kanapie i przywołał z łazienki kilka fiolek. Otworzył lekko usta Lisy i wlał w nie dwa eliksiry. Nie musiał długo czekać na efekty. Lisa uchyliła powieki i uniosła się na łokciach.

Severus podał jej dwie fiolki, a ona wypiła je, nawet nie pytając. Po chwili ponownie opadła na kanapę, tym razem pogrążona w głębokim śnie.

Snape upewnił się jeszcze, że jest jej wygodnie i ciepło, po czym wypił eliksir wzmacniający i ruszył do sypialni. Musiał pomyśleć jak wytłumaczy się Evie i Dumbledore’owi. Każdemu musiał opowiedzieć inną historię, ale każde musiało być przekonane, że ta historia jest prawdziwa. Jednak, żadne z nich nie mogło dowiedzieć się prawdy.

Po drodze zahaczył o łazienkę i gdy już czuł się odświeżony, wślizgnął się pod zimną kołdrę. Podłożył pod głowę dwie poduszki i zamknął oczy. Eva nie musi wiedzieć o Lisie. Jeśli tylko będzie wystarczająco ostrożny, to nikt nie zorientuje się, że do zamku przybyła jeszcze jedna osoba. Z kolei Dumbledore nie musi wiedzieć o roli Severusa w całym przedsięwzięciu. Niech dalej pozostaje w błogiej nieświadomości.

Z tą myślą Severus usnął.

***

Wiedziała, że zaraz ją znajdą. Mogli wyczuć czarodzieja. Mieli piekielnie dobry węch, jak przystało na zwierzęta. Słyszała jak dobijają się do drzwi Lisy. Jeśli młoda dziewczyna miała trochę oleju w głowie, to już dawno zdjęła osłony i się teleportowała.

Helen usiadła ciężko w fotelu. Nie ma sensu uciekać. Przeżyła już dość, by siedzieć dalej na tym padole łez. A już na pewno nie ma zamiaru prosić Albusa o pomoc, co to, to nie.

Nagle zapadła cisza. Po chwili jednak rozległy się ciężkie kroki na korytarzu, a Helen mocniej uchwyciła swoją różdżkę. Sama ją zniszczy. Nie pozwoli, by jakieś zwierzęta dotykały jej świętości.

Drzwi otworzyły się z takim rozmachem, że aż uderzyły o ścianę. Z komody spadła ramka ze zdjęciem jej dzieci. Szkło popękało, tworząc nieregularne kształty. W drzwiach pojawiła się sylwetka ubrana w ciemny płaszcz i dzierżąca w dłoni miecz. Helen z uśmiechem przyrównała ją do Śmierci z bajki o trzech braciach.

Postać podeszła do niej i powoli uniosła miecz nad głowę. Kobieta zamknęła oczy i odchyliła głowę do tyłu. W momencie, gdy usłyszała świst klingi, przełamała różdżkę na pół.

Po pięciu minutach w pokoju nie było już nikogo, tylko podmuch z otwartego okna gwałtownie poruszał zasłonami, a na podłodze leżało popękane zdjęcie.

***

Albus Dumbledore szybkim krokiem przemierzał szkolne korytarze, gdy nagle prawy nadgarstek zapiekł go żywym ogniem. Odsunął rękaw szaty i spojrzał na sokoła, który coraz bardziej się uwidaczniał, wzmagając jednocześnie ból. Po chwili kontury zwierzęcia wyostrzyły się tak bardzo, że sprawiał on wrażenie żywej istoty. Jednak w ułamku sekundy cały ból zniknął, a w miejsce sokoła powstała blizna układająca się w imię „Helen”.

Po policzku dyrektora spłynęła tylko jedna łza, a on sam ruszył ponownie w kierunku wyjścia z zamku.

***

Alice siedziała na trawie, trzymając na kolanach głowę Dacjana. Oddychał z trudem, ale żył. Po chwili usłyszała kroki ze strony zamku.

- Alice? Wszystko w porządku? – Dyrektor. Severus wywiązał się z zadania.

- Tak, poradziliśmy sobie. Było ich tylko jedenastu, plus sześciu dementorów. Dacjan otrzymał kilka obrażeń, ale potrzebuje tylko odpoczynku – wyjaśniła monotonnym głosem. - Mogłabym zanieść go sama do zamku, ale utrzymanie patronusa wyczerpało nieco moje siły. Czy mógłby pan poprosić Hagrida  aby nam pomógł?

- Oczywiście, tak się cieszę, że nic wam nie jest. – Dumbledore szybko wysłał patronusa do olbrzyma, po czym ponownie zwrócił swoją uwagę na Alice. – Gdzie Severus?

Alice zmarszczyła brwi w skupieniu. Nie wiedziała ile może dyrektorowi powiedzieć. Czy Severus wspominał Dumbledore’owi o Lisie? Chyba tak, inaczej nie dałby jej świstoklika pod bramę Hogwartu.

- Zabrał Lisę i pewnie jest u siebie – odparła po chwili. – Dziewczyna była wykończona i przerażona, do zamku szła półprzytomna. Lepiej będzie, jeśli porozmawia pan z nim jutro, dyrektorze. Teraz pewnie zajmuje się Lisą.

- Oczywiście, oczywiście... – mruczał do siebie Dumbledore. – O, Hagrid już idzie, Hagridzie! Mógłbyś zanieść Dacjana do kwater wampirów? Ja pomogę Alice.

- Oczywiście, panie psorze – odrzekł Hagrid, biorąc Dacjana w ogromne ramiona. – Cholibka, czy on żyje?

- Żyje, Hagridzie – uspokoił go dyrektor, pomagając wstać wampirzycy. Alice oparła się na jego ramieniu i cała czwórka powoli ruszyła w stronę zamku.

***

Następnego dnia Dumbledore otrzymał przykrą wiadomość – pod bramą Hogwartu znaleziono bezgłowe zwłoki starszej kobiety, a na stanowisku teleportacyjnym w Zakazanym Lesie – jej głowę. Czarodziej nawet nie musiał ich oglądać, już wiedział, że to była Helen. Wyczarował trumnę, w której złożono ciało kobiety, po czym wyprawił krótki, dwuosobowy pogrzeb w Zakazanym Lesie. Minerwa cicho szlochała w chusteczkę, podczas gdy on przenosił trumnę do wykopanego dołu. Następnie machnął krótko różdżką i kopiec ziemi usypany obok opadł na dół, tworząc gładką mogiłę.

Odwrócił się do McGonagall i ujrzał jej zapłakaną twarz.

- Albusie... – wyszeptała. – Dlaczego akurat Helen? Czy to ma związek z tobą?

- Nie wiem, moja droga, ale miejmy nadzieję, że nie – odparł, marszcząc brwi.

Razem poszli do zamku.

***

Severus siedział w fotelu, opierając łokcie na kolanach i chowając twarz w dłoniach. Naprzeciwko niego na kanapie spała Lisa, a za pół godziny miało się rozpocząć śniadanie, na którym musiał być. Inaczej Eva go ukatrupi.

Właśnie, Eva. Co jej powiedzieć, kiedy będzie chciała przyjść do niego? Co wtedy z Lisą? Nie zrobisz dwóch eliksirów w jednym kociołku**. Zawsze trzeba dokonać wyboru, a wstrzymanie się jest najgorszą decyzją. Problemy same się nie rozwiążą.

Uniósł głowę. Lisa wybudzała się właśnie ze snu wywołanego eliksirem. Severus wstał ze swojego miejsca i sięgnął po szatę wisząca na oparciu fotela. Zapinając nieskończenie długi rząd guzików powiedział do zdezorientowanej kobiety:

- Płomyk zaraz przyniesie ci śniadanie. Na stole stoi też kilka fiolek z eliksirami. Wypij je po posiłku, zaczynając od butelki od drzwi. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, zawołaj skrzata. Możesz poczytać, jeśli chcesz, ale nie dotykaj książek za szklanymi drzwiczkami. Jak wejdziesz do sypialni, to za kolejnymi drzwiami jest łazienka. Wrócę na obiad, czyli koło 14. Do tego czasu będziesz musiała zostać sama. Nie wychodź stąd. Zapieczętuję drzwi zaklęciem, nikt nie wejdzie.

Przez cały ten czas ani razu na nią nie spojrzał. Przynajmniej dopóki nie podeszła do niego na drżących nogach.

- Dziękuję, Severusie – odezwała się cicho. – Gdyby nie ty… nie wiem, czy dożyłabym dzisiejszego ranka, prawdopodobnie nie. Uratowałeś mi życie, mam u ciebie dług.

Pięknie! Siedem cholernych słów i powietrze wokół nich rozbłysło złotym światłem. Dług Życia, cudownie.

Oboje poczuli jak na ich prawych nadgarstkach wypalany jest symbol. Lisa zerknęła tylko na swoją rękę i wzruszyła ramionami. Nie znała symboliki łabędzia. Z kolei Severus był zszokowany wizerunkiem dumnego ptaka z rozłożonymi skrzydłami i uniesionym dziobem. Symbolizował doskonałość, czystość, samotność, ale też i wierność. Jak to mogło odnosić się do nich?

Lisa uniosła wzrok w poszukiwaniu jego spojrzenia i zaskoczona uniosła brwi, gdy ujrzała w czarnych oczach zdziwienie oraz… niechęć? Co zrobiła nie tak? Czy to źle, że chce się odwdzięczyć za uratowanie życia? A może ten dług był mężczyźnie nie na rękę?

Otworzyła usta, żeby cos powiedzieć, jednak Severus był szybszy. Przesunął palcami lewej ręki po swoim nadgarstku, a łabędź zniknął z jego skóry. Po chwili ujął też jej prawą rękę i zrobił to samo z jej symbolem.

- Wracam o 14 – powiedział, po czym wyszedł. Lisa usłyszała tylko trzask zamykanych drzwi i zauważyła czerwoną poświatę wydobywającą się z korytarza. Domyśliła się, że Severus ją tu zamknął.

Usiadła ponownie na kanapie i ukryła twarz w dłoniach. No jasne... Przecież Eva mieszka tu, w zamku. A ona jest jak modliszka – nie toleruje innych kobiet na swoim terenie.

Co ona najlepszego zrobiła?

***

Hermiona zamyślona siedziała w Wielkiej Sali. Co się takiego stało, że Snape nagle wstał i wyszedł? To musiało być coś poważnego, coś, co wymagało natychmiastowej reakcji.

Podniosła wzrok, widząc kątem oka plamę czerni. Snape stał przy wejściu do Wielkiej Sali i mówił coś cicho do wysokiej, czarnowłosej kobiety. Wyraz jej twarzy pokazywał, że jest niezadowolona z usłyszanych słów. Wyrzuciła z siebie parę słów, przerywając mężczyźnie i pomaszerowała dumnie w stronę stołu. Mistrz Eliksirów raczej się tego spodziewał, bo wywrócił oczami i podążył za McDavis.

Hermiona śledziła go wzrokiem ze swojego miejsca, dopóki nie usiadł i nie popatrzył zimno po uczniach. Napotkawszy jego spojrzenie, spuściła głowę i wzięła widelec do ręki. Po kilku chwilach ponownie uniosła wzrok, ale on już nie patrzył w jej stronę. Z wyrazem znudzenia na twarzy słuchał Flitwicka, który opowiadał mu z ożywieniem jakąś historię.

- Cześć, Hermiono! – Harry z Ronem usiedli naprzeciwko, a Ginny zajęła miejsce obok.

- Jak poszła wczorajsza próba? – zapytał Harry, bo Ron zajął się nakładaniem na talerz zawartości wszystkich półmisków, które były w pobliżu.

- Było świetnie! – odrzekła z entuzjazmem Ginny, zanim Hermiona zdążyła otworzyć usta. – Muzycy spisali się wspaniale, repertuar jest cudowny, jeszcze tylko trzeba znaleźć kogoś do fortepianu, bo starsza siostra Daisy Hawthorne z Ravenclawu gra na skrzypcach. Daisy ma dziś do niej napisać. Rano spotkałam Neville’a i pytałam czemu nie chce wystąpić, ale coś wymamrotał i poszedł w swoją stronę. Nie wiem, co mu jest…

Hermiona tylko się uśmiechnęła, zauważając, że Ginny ekscytuje się koncertem bardziej, niż cała szkoła razem wzięta. Tak, potrzebują kogoś do fortepianu. Nie ma szans, żeby koncert się udał bez tego instrumentu – słychać go w każdym nagraniu wszystkich trzech piosenek.

Kto mógłby na nim zagrać? Neville nie chce, jej mama na pewno nie będzie mogła, jako mugolka nie zobaczy przecież Hogwartu…

Wzrok Hermiony błądził po otoczeniu, szukając rozwiązania problemu. Nagle zatrzymał się na Snape’ie.

No jasne! Snape może zagrać na fortepianie! Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam… Ale! Jest jedno ale – na pewno się nie zgodzi, jeśli go o to poproszę. Trzeba będzie użyć siły perswazji dyrektora.

____________

* Tak, bo Severus mógł uważać Lisę za przyjaciółkę. W przeciwieństwie do Evy :)

** Parafraza znanego powiedzenia - „rybki albo akwarium”, tudzież „wóz albo przewóz” :)

Cóż, zabiłam Helen. Tak naprawdę nie wiązałam z nią żadnych planów dotyczących dalszej akcji bloga, była tylko epizodem, który pomaga mi pogrążyć Dumbledore’a. Musicie bowiem wiedzieć, że uwielbiam pogrążać dyrektora i ustawiać go w złym świetle (wiecie, zostawił żonę, dzieci, nie miał z nimi kontaktu itp.). Oczywiście, jeśli żyje. Zmarłym dajmy spokój, na jaki zasłużyli. Ale polubiłam kobitkę.

sobota, 22 października 2011, mionka94
Komentarze
2011/10/22 22:53:08
Rozdział miodzio jak wszystkie zresztą. Ale ja żałuję tylko jednego .
Dlaczego Hagrid nie może być transwestytą przecież ładnie by wyglądał w szpilkach i sukience XDXXD....Pozdrawiam ....I prosze mnie nie bić bo zaavaduję :D
-
2011/10/22 23:09:55
Przy ostatnim zdaniu ryknęłam śmiechem, gdyż momentalnie skojarzyła mi się siła perswazji rektora z Virgaluxa xD Ino obawiam się, że akurat Albus by takiej siły nie używał xD
Masz szczęście, że Hermiona wpadła na to, coby Sev zagrał na fortepianie :) Tak się jakoś spodziewałam takiego rozwoju sytuacji ^^
Dalej nie wiem, o co w ogóle chodzi z tą całą Lisą... Powiedz, to było wyjaśnione i ja nie pamiętam, czy nie było wyjaśnione i się świetnie bawisz, gdy czytelnicy nie wiedzą, o co chodzi? :)
Komentarz jest krótki, bo nie mam weny na dłuższe ;P
Pozdrawiam!
Ines
-
Gość: Pani_Nocy, abgx60.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/22 23:26:12
severus88- twój komentarz pozbawił mnie miękkiego krzesła i wylądowałam na podłodze! Hahha..! Hagrid transwestytą? Toż szpilki by sie ułamały pod jego ciężarem! Szerszy obcas miał by jakieś przetrwanie. No i chcesz pozbawić Rubeusa tej cudownej brody? No ej.. ;))
A co do notki. Pełna akcji. Aż w pierwszym momencie mnie zatkało. Wszytko działo się tak nagle. Ale to dobrze, mocno wciągało. Hm.. Eva nie będzie zbyt happy jak sie dowie o Lisie. Wręcz przeciwnie.. Jakby się dowiedziała to... to nawet nie chce wiedzieć co by zrobiła biednemu Severusowi... No a Hermiona na pewno wymyśli coś przerażająco, podchwytliwego, zdradzieckiego by tylko namówić Snape`a na fortepian.
P.S. Lubię jak dyrektor jest pogrążany. Nikt nie powinien, w końcu świętym być!
Bardzo mi się podobało. Czekam na więcej. Pozdrawiam.
Pani_Nocy
-
2011/10/22 23:26:55
Haha, Ines - rozbrajasz mnie :)
Oczywiście, że świetnie się bawię, jak zawsze :) Ale już wyjaśniam. Lisę napadli Tamci (jak z LOSTów), skorzystała ze świstoklika od Severusa i uciekła im. Severus pomógł jej przedostać się do zamku, ale też otrzymał parę obrażeń. Alice i Dacjan im pomogli, następne sceny to te opisane w rozdziale.
A jeśli chodzi o wyjaśnienie tego, czym zajmuje się Lisa - było tylko powiedziane, że dostaje zlecenia, nie określiłam DOKŁADNIE, jaką ma pracę.
Mam nadzieję, że wyjaśniłam niejasności.
PS. Wszystko jest na blogu, pewnie nie pamiętasz :)
PPS. Severus88 - zaavaduję za tego transwestytę. Już ty wiesz, o co chodzi. Może i mam zieloną latarnię i pierścionek ze szmaragdem, ale nie obrażaj Hagrida :))
-
2011/10/22 23:43:37
Mionka. Sama pobudziłaś moją wyobraźnie XD a co do Haagrida, myślę że nie obraził by się na mnie :) gorzej z Madame Maxim (chyba tak to się pisało) a propos zaavadowania uważaj komu grozisz różdżką bo może ci z ręki wylecieć ;) buahaha
-
2011/10/23 12:10:17
Uff nowy rozdzialik! xD
Świetny jest. Chyba będę musiała na nowo przeczytać tę historię. No, ale poczekam co zdecydujesz z tym przeniesieniem. ;)
Biedna Helen. Biedna Lisa. Poszkodowanych w tym opowiadaniu chyba będzie dużo. xD
Rozdział zawiera dużo niezbędnych informacji, które były ujęte w dopracowany sposób. I choć jest mało dialogów (które wprost uwielbiam xD) to czytało się go szybko i z ciekawością.
Życzę dużo weny i z niecierpliwością czekam na dalsze losy bohaterów tego opowiadania. ;)
-
2011/10/23 22:07:28
Ciekawi mnie jak wrobisz seviacza (śmiech) w grę na pianinie
-
2011/10/27 17:17:44
Świetny rozdział! ;)
Już wypadłam trochę z rytmu czytania ;) Czekam na nowe notki ;*
Czekam najbardziej aby działo się między główną dwójką bohaterów! ;*
Weno przybywaj, pozdrawiam Cię Mionka ;*
-
2011/10/28 15:14:02
Ha! Wiedziałam, że Snape wyląduje przy fortepianie xD Nawet chyba napisałam to w którymś z komentarzy.... a co do rozdziału, fajny, ale już zdążyłam zapomnieć kim dokładnie była Helen. Wiem, że to żona Dumbledora ale nie pamiętam szczegółów. Cóż, trzeba sobie odświeżyć :) Czekam na next :))
-
Gość: Sylvi666, 89-74-115-151.dynamic.chello.pl
2011/10/29 13:17:07
Kurczę, pierwszy raz tu komentuję... Powiem tak, pierwszy raz twojego bloga czytałam dawno dawno temu, już wtedy mi się spodobał, ale nie skomentowałam, nie wiem czemu. Wczoraj do niego powróciłam, przeczytałam wszystko od początku i teraz właśnie pragnę wyrazić swój podziw dla twej twórczości. Jestem ogromną fanką SS/HG, ale szczerze mówiąc cholera mnie bierze jak czytam głupoty typu biedna Hermionka zakochana w złym i niedobrym profesorze, z którym całuje się w drugim rozdziale, w trzecim on staje się dla niej milusi i kochany, a w czwartym to w ogóle ślub biorą -,- Uwielbiam jak akcja rozwija się powoli, jest wiele wątków, zwrotów akcji, a bohaterzy borykają się z problemami i nie od razu wszystko jest różowo. Do tego od czasu do czasu wplecione romantyczne wątki KOCHAM TO. I kocham twoje opowiadanie jest jedno z ciekawszych, które czytałam, no przyznam że Mroczna odbiera ci zaszczytne pierwsze miejsce xD Świetnie piszesz, świetny styl, świetne dialogi, świetne opisy, nie mam słów wyrażających podziw. Pozostaje mi życzyć weny i wytrwałości. Jeżeli jest możliwość informowania o nowych rozdziałach na gg to ja bym bardzo prosiła: 2695302 a teraz lecę czytać twoje pozostałe opowiadania, pozdrawiam serdecznie!
-
2011/10/31 12:05:37
Snape grający na fortepianie? Ja chcę to usłyszeć! Notka boska, ale nie lubię Evy... zabiera Hermionie Snapa... Cóż, nie będę się rozpisywać, ale czekam na kolejny rozdział:D
-
2011/11/20 11:40:08
Hej,na twojego bloga trafiłam przypadkiem a ponieważ strasznie się nudziłam pomyślałam że nie zaszkodzi sobie troche poczytać i musze powiedzież że strasznie się ciesze z tego przypadku.Baaaaardzo podobają mi się twoje notki po przeczytaniu perwszej odrazu wziełąm się za reszte.Czytałąm dużo blogó o tej tematyce ale żade mi się nie podobał,ale twój to poprostu bajka,czegoś takiego właśnie szukałam.Mam nadzieje żę nie długa wstawisz kolejną notke
-
2011/11/21 10:13:56
Hej zauważyłam jeden malutki błąd w końcówce rozdziału nie wiem czy ktoś już o tym pisal. Chodzi mi o to, że ojciec Hermiony i tak by nie zagrał na fortepianie. Nie dla tego że jest mugolem ale dlatego że nie żyje. Chyba że to mi sie coś poplątało.
Pozdrawiam i weny życze.
-
2011/11/21 20:18:00
O Merlinie Siwobrody, ale wtopa... Ale już, poprawiłam :) Wybaczcie mi, po prostu za długo nic nie pisałam i część informacji mogła mi z głowy wyparować. Ale obiecuję, że się poprawię :))
-
2011/11/24 18:25:02
Ja dołączam się do przeprosin mionki94 jako beta która przeczytała poprzednie rozdziały również powinna to zauważyć... No cóż na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że pomyłki zdażają się najlepszym ^ ^ Obiecuję poprawę :D