Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 44

To ten długi xD Dedykowany Sevmionie, która ma dzisiaj urodzinki. Sto lat! :D || Jeśli ktoś nie lubi zbytnio rozdziałów o muzyce, to cóż... Ten jest nią wypełniony od początku do końca. Enjoy! PS. Jeśli ktoś jest ciekawy, jaka piosenka jest grana pod koniec, proszę - http://www.youtube.com/watch?v=9b2bFnAkNtU

44.

- Draco. – Snape usiadł za biurkiem w swoim gabinecie i popatrzył chłodno na blondyna, stojącego przy drzwiach. – Siadaj.

Mężczyzna cały czas obserwował chłopaka, który nieco niepewnie podchodził do wysokiego krzesła.

- O co chodzi, ojcze chrzestny? – zapytał Malfoy, lekko drżącym głosem.

Mistrz Eliksirów wezwał go zaraz po obiedzie, ale chłopak mógł przyjść dopiero teraz. Z niemałą obawą spoglądał na wuja, gdyż zazwyczaj nie przeprowadzali tego typu rozmów.

- O twoje relacje z panną Weasley, Draco – zaczął Snape. – Co ty sobie wyobrażasz? Chodzisz z nią po szkole, napuszony jak paw. Pomyślałeś, chociaż o swojej roli w wojnie? Jak wytłumaczyłeś sprawę Czarnemu Panu? Co na to Lucjusz i Narcyza?

- Spokojnie, wuju, już ci mówię. – Uff, więc o to chodziło. Na szczęście jeszcze nie wie o moich ocenach z zaklęć. Inaczej miałbym przechlapane u ojca. – Jestem z Ginny od dwóch tygodni i sądzę, że to całkiem udany związek. Nie wyobrażam sobie nic ponad to, co widzisz. Co do Czarnego Pana... Służę w Zewnętrznym Kręgu, ale chyba już niedługo awansuję do Wewnętrznego. – Uśmiechnął się tajemniczo.

- Co to znaczy? Jak to się stało, że spadłeś do Zewnętrznego Kręgu? – zapytał ostro nauczyciel.

- Gdy Czarny Pan dowiedział się o moim związku z Ginny... no, oględnie mówiąc, musiałem przeleżeć w łóżku parę dni. Ale już na kolejnym spotkaniu pochwalił mnie za dalekowzroczność. Powiedział, że mógłbym to wykorzystać i przez nią dotrzeć do Pottera. Na razie dał mi kredyt zaufania i jeśli będę się dobrze sprawował, może wkrótce odzyskam dawną pozycję – wyjaśnił Draco.

- I jak ci idzie? – zaciekawił się Snape. Chłopak był bystry, odwrócił wszystko na swoją korzyść.

- Na razie powiedziałem o wszystkim ojcu i Dumbledore’owi. Mam zbierać fałszywe informacje, a potem pokazywać je Czarnemu Panu na spotkaniach – odparł blondyn.

- W takim razie chyba przydałoby się wznowić twoje lekcje oklumencji – zauważył Snape, wstając i przeszukując półki za biurkiem. Wyciągnął jakąś książkę i podał ją Prefektowi Naczelnemu. – Przeczytaj ją do poniedziałku.

- Okej. O której mam przyjść? – zapytał Draco, chowając wolumin do torby.

- Sądzę, że dwudziesta będzie odpowiednią godziną. Znasz hasło do moich komnat. Wcześniej upewnij się, że nikogo nie ma w pobliżu.

- Dobrze. W takim razie, do zobaczenia – powiedział chłopak i wyszedł.

- Do zobaczenia, Draco. Mam nadzieję, że wiesz, co robisz – wyszeptał Snape do zamkniętych drzwi.

***

Hermiona wyszła z sali z szokiem wymalowanym na twarzy. Ginny skakała dookoła niej, krzycząc coś w stylu: „Masz tą piosenkę, masz ją!”. Hanna szła obok, nakręcając się na wspólne próby i zasypując ją informacjami.

Prefekt Naczelna nie mogła uwierzyć w to, co stało się w przeciągu ostatniej godziny. Na początku chór pośpiewał sobie trochę piosenek pod kątem Balu, a później profesor Flitwick wybadał wiedzę i głos Hermiony. Dziewczyna miała lekkie problemy z wyższymi dźwiękami, ale udało jej się wszystko zaśpiewać czysto, z czego mały nauczyciel zaklęć był bardzo zadowolony. Z miejsca oznajmił, że Hermiona jest bardzo cennym nabytkiem do chóru i, że bardzo chciałby ją widzieć na próbach po Balu. Następnie dyrektor rozwinął swoją listę utworów i razem z Flitwickiem i McDavis zaczęli rozdzielać piosenki. Wspólnie uznali, że te magiczne pozostawią Fatalnym Jędzom, które po raz drugi będą gościć w Hogwarcie, a mugolskie wezmą na siebie. Po dłuższej selekcji, wybrali trzy, które ich zdaniem najbardziej się nadawały. Eva od razu zaklepała sobie „All I Want For Christmas Is You” Mariah Carey, a Hermionie przypadło „So This Is Christmas” Celine Dion. Pozostało jeszcze wybrać wokalistę do skocznej piosenki Shakina Stevensa „Merry Christmas Everyone”, ale gdy Dumbledore to ogłosił, wszyscy chłopcy uczęszczający do chóru, nagle schowali się za koleżanki. Dyrektor bardzo zasmucił się brakiem chętnych, ale Flitwick uspokoił go mówiąc, że ma na oku kilku chłopców, nienależących do chóru, którzy po odpowiednim przygotowaniu i zachęceniu, mogliby to zaśpiewać.

Wtedy Hermiona z Ginny usłyszały kilka zadziwiających nazwisk. Boot, starszy Creevey, Zabini, Goldstein, Malfoy... W momencie, gdy nauczyciel zaklęć wymienił Dracona, Ginny szepnęła do Hermiony „Ha! Wiedziałam!”. Najmłodsza z Weasleyów postanowiła zrobić wszystko, co będzie w jej mocy, żeby przekonać do występu swojego chłopaka.

Hermiona pewnie jeszcze długo myślałaby nad tym, co się wydarzyło, gdyby nie Draco, który właśnie wyszedł z lochów. A konkretniej z korytarza, prowadzącego do jej komnat. I Snape’a.

- Draco! – zapiszczała Ginny. – Hermiona dostała piosenkę! Wystąpi na Balu! – i rzuciła się na szyję zdezorientowanego chłopaka.

Hanna z Hermioną tylko zachichotały, za to Zabini, który akurat tamtędy przechodził, na widok przyjaciela uginającego się pod ciężarem własnej dziewczyny i jego głupiej miny, ryknął śmiechem. Draco szybko oprzytomniał i uwolnił się od Ginny. Położył jej dłonie na ramionach i spojrzał głęboko w niebieskie oczy.

- Spokojnie, Gin, powoli – powiedział, ściskając jej ramiona uspokajająco. – Powiedz, o co chodzi, jeszcze raz, ale tym razem wolno.

Ruda wywróciła oczami na niedomyślność swojego chłopaka. Mężczyźni nic nie rozumieją...

- Hermiona. Była. Na. Próbie. Chóru. – odrzekła, mówiąc wolno jak do małego dziecka. – Udało. Jej. Się. I. Zaśpiewa. Na. Balu. Załapałeś?

Blondyn skrzywił się słysząc taki ton, ale skinął głową.

- Gratuluję, Hermiono, na pewno będziesz świetna – zwrócił się do Prefekt Naczelnej. – Kto jeszcze występuje? – zapytał.

- McDavis, chór w roli tła i trwają poszukiwania męskiego wokalu – odparła Hanna.

- Pan Malfoy, świetnie! Szukałem pana! – Flitwick wyłonił się zza rogu, wymachując plikiem pergaminów. – Wystąpi pan na Balu. Proszę, tu są nuty, próba w poniedziałek o dwudziestej, w Wielkiej Sali. Liczę na pańskie przybycie.

I odszedł, mamrocząc pod nosem o efektach świetlnych.

- Cóż, to był szybkie – zażartował Blaise. – Dobra, koniec tego dobrego, idziemy na kolację. Jestem głodny jak wilk, a stary Dumbledore pewnie ogłosi tą radosną nowinę podczas posiłku.

Draco wyglądał jakby trzasnął go piorun. Przed momentem został wkręcony w Bal! Cała szkoła się dowie i w efekcie, jego rodzice też.

Lucjusz i Narcyza byli zgodni jak nigdy, co do jednej rzeczy: ich syn nie będzie śpiewał. Nigdy, pod żadnym warunkiem. Oboje uważali, że kariera wokalisty jest dla biednych. Dlatego tak bardzo sprzeciwiali się nauce gry na gitarze. Dlatego Draco krył przed nimi fakt posiadania dwóch gitar (akustycznej i elektrycznej, zasilanej zaklęciem), perkusji (pożyczonej od Zabiniego) i keyboardu (również zasilanego zaklęciem). Na dobrą sprawę, gdyby rodzice się zgodzili, to mógłby sformować zespół. On – gitara i wokal. Blaise – perkusja. Jeszcze tylko ktoś do drugiej gitary oraz keyboardu, jakiś chórek i sceny czarodziejskiego świata stoją przed nim otworem!

- Ej, chłopie! – Zabini klepnął go w ramię. – Idziesz czy nie?

- Tak, jasne – wymamrotał blondyn.

- Chyba jeszcze do niego nie dotarło jak wielkie ma szczęście – uśmiechnęła się Ginny. – Chodź, Draco, ochłoniesz po drodze.

Ruda ujęła swojego chłopaka pod ramię i poprowadziła do Wielkiej Sali. Zabini wcisnął się pomiędzy Hannę oraz Hermionę, objął je ramionami i opowiadając sprośne żarty poszedł za parą.

Zaśmiewając się na całe gardło szli korytarzami, a wszyscy się za nimi oglądali. Ani Draco, ani Zabini nie musieli się obawiać, że ktoś doniesie Voldemortowi o ich pokojowym zachowaniu wobec Gryfonów i innych. Sam Czarny Pan nakazał Draconowi zbliżyć się do Ginny, a Blaise próbował być neutralny w wojnie. I gdy Draco związał się z Ginny, Zabini zauważył, że uczniowi z innych domów, wcale nie są gorsi od Ślizgonów. Gryfoni, gdy chcieli, potrafili być zabawni i przyjacielscy wobec innych. Przykładem byli bliźniacy Weasley, którzy wpadali do Hogwartu średnio dwa razy w tygodniu, wszędzie i każdemu sprzedając swoje wyroby. Ich filia w Hogsmeade była okupowana przez tabuny uczniów, w każdy weekend. Dodatkowo odkryli w sobie talent do grania na gitarze, złożyli swój zespół i od czasu do czasu grywali pod Trzema Miotłami. Gdy koncert wypadał w środku tygodnia, uczniowie wprost błagali nauczycieli o specjalny wypad do miasteczka. Jednak profesorowie byli nieugięci i dzieciarnia musiała obejść się smakiem.

Krukoni także chowali się pod pozorami. Niby tacy pilni, zapaleni do nauki, a gdy przychodziło do koncertów organizowanych przez bliźniaków, oni pierwsi biegli do nauczycieli. Podobnie było z imprezami w Pokojach Wspólnych. Najczęściej organizował je Gryffindor i Slytherinu. Żelazną zasadą było to, że na balangi u Ślizgonów nie przychodzą Gryfoni (wyjątek: Ginny), a na zabawy Gryfonów nie przychodzą Ślizgoni (wyjątek: Draco i Blaise).

Podobnie Puchoni. W wolnych chwilach odkładali książki i szli się rozerwać, czy to na błonia, czy na jakąś imprezę organizowaną przez inne domy.

Najdziwniejszy jednak był niepisany pakt wśród wszystkich czterech domów, dotyczący jedzenia i picia poza posiłkami. Odkąd Harry utrzymywał dobry kontakt ze Zgredkiem, (który przynosił mu wszystko, czego Złoty Chłopiec zapragnął) cały Gryffindor wiedział, gdzie jest wejście do kuchni oraz jak się zachowywać wobec skrzatów i kogo prosić o przysługi. Z czasem rozprzestrzeniło się to po wszystkich domach. Z początku nauczyciele byli zdziwieni, że coraz mniej uczniów przychodzi na posiłki, ale wkrótce Prefekci Gryffindoru, Slytherinu, Ravenclawu i Hufflepuffu spotkali się i wspólnie ustalili, co trzeba zrobić, by nie budzić podejrzeń profesorów. Od tego czasu wszyscy uczniowie chodzili na posiłki, a do kuchni wymykali się tylko w razie nagłej potrzeby.

Zabini usiadł przy stole Ślizgonów i puścił żartobliwie oko do pewnej blondwłosej piątoklasistki, Amy McLee. Od początku roku próbowała się z nim umówić, ale Blaise nie był zainteresowany. Drażnił się tylko z dziewczyną, by w odpowiednim momencie ja odtrącić. Wiedział, że jego taktyka jest niegodna dumy mężczyzny (sam Snape mówił coś podobnego), ale wiedział też, że w ten sposób Amy lepiej zapamięta lekcję: nie przystawiać się do faceta, który cię nie chce. Na dodatek nie lubił blondynek.

- Blaise, powiedz mi coś – zaczął cicho Draco, nachylając się do przyjaciela i jednocześnie odsuwając ze swojego uda dłoń Pansy Parkinson. Właśnie pojawiły się potrawy na stole i wokół rozbrzmiały rozmowy. – Czy to źle, że chcę wystąpić na Balu?

- Co ty gadasz, chłopie! – obruszył się Zabini. – Odkąd cię znam, zawsze miałeś dziwny pociąg, ale i talent, do muzyki. Przecież nienajgorzej śpiewasz, genialnie grasz na gitarze. Czego chcieć więcej?

- Dzięki. I słuchaj... mam do ciebie jedną prośbę. – Malfoy zawahał się, a Blaise’a zastanowiło, o co może chłopakowi chodzić. Nigdy się nie wahał, nigdy.

- Gadaj, byle szybko. Dumbledore już się pojawił, zaraz pewnie coś będzie gadał, a chcę posłuchać – odparł.

- Idź do Flitwicka i powiedz, że chcesz usiąść do perkusji. Zagrasz na Balu – wypalił Draco.

- Ja?! – zdziwił się Zabini. – Ale przecież...

- Tak wiem, nie oddaję ci sprzętu od pół roku, ale zrób to. Dla mnie. – Ciemnozielone oczy spotkały się z szarymi tęczówkami i Blaise już wiedział, że od razu do kolacji odwiedzi gabinet małego profesora zaklęć.

- Okej. Ale robię to dla ciebie. A teraz już siedź cicho, chcę posłuchać dyrektora.

Twarz Dracona rozjaśnił uśmiech i obaj chłopcy odwrócili się w stronę stołu prezydialnego, przy którym Dumbledore właśnie wstawał.

- Drodzy uczniowie! – zawołał, rozkładając szeroko ramiona. – Przerywam wam posiłek, ponieważ mam nowinę, ale sądzę, że to dobra nowina. Otóż, mniej więcej za trzy miesiące odbędzie się drugi Bal Bożonarodzeniowy!

W tym momencie wokół rozbrzmiały okrzyki radości i cała Wielka Sala wypełniła się oklaskami.

- Ale to jeszcze nie wszystko! – zawołał Dumbledore, przekrzykując wrzawę. Uczniowie momentalnie ucichli. – Poza kolejnym występem Fatalnych Jędz, będą też atrakcje specjalne. Dzisiaj przeprowadziliśmy coś na kształt przesłuchania i mamy trzy osoby ze szkoły, które uszczęśliwią nas swoimi głosami. Są to: profesor Eva McDavis i nasza dwójka prefektów Naczelnych – Hermiona Granger i Draco Malfoy!

Ogromne pomieszczenie ponownie rozbrzmiało brawami, ale tylko niektóre były dla Hermiony i Dracona. Eva od pierwszej lekcji oczarowała uczniów (szczególnie chłopców, ale nie tylko). Była uczynna, pomocna i nigdy nie krzyczała. Jeśli uczeń przedstawił sensowny powód, dla którego nie miał wykonanego zadania, albo napisanego eseju – po prostu odbierała stosowną ilość punktów i kazał odrobić pracę na kolejną lekcję. Nigdy nie dawała szlabanów.

Zawsze była gotowa ofiarować pomocną dłoń tym, którzy jej potrzebowali. Pełniła również funkcję szkolnego psychologa dla dziewcząt. Każda dziewczyna mająca problemy, mogła do niej przyjść i się zwierzyć. Mogła powiedzieć jak bardzo nienawidzi swojego chłopaka, bo właśnie zobaczyła go z inną. Mogła poradzić się w sprawach dobrego makijażu i ubioru. Eva zawsze miała czas dla innych.

I właśnie, dlatego podpadła Ginny. Rudowłosa dziewczyna z dystansem traktowała nową nauczycielkę obrony. Eva wyglądała jakby bardzo zależało jej na dobrej opinii uczniów. Za bardzo. Jakby świat miałby się zawalić, gdyby ktoś ją znienawidził lub obraził. Ale to traktowanie mogło być też wynikiem rywalizacji między dwoma paniami.

Zanim Eva zajęła miejsce nauczycielki, kogoś starszego i bardziej doświadczonego, to właśnie Ginny pełniła funkcję guru w sprawach makijażu, ubioru i chłopaków. Ona, wraz z Lavender i Parvati. W wakacje przed piątą klasą, poznała mugolkę z sąsiedniej wsi, Melindę. Dziewczyna nauczyła Ginny jak się ładnie prezentować wśród innych, jak ubierać, jak malować i od tego czasu ruda była rozchwytywana wśród dziewczyn. Każda chciała, żeby Ginny poradziła jej, co założyć na randkę, czy po prostu w zwyczajny dzień. I Weasleyówna miała do tego smykałkę. Efektem było wejście smoka w wykonaniu Hermiony, parę tygodni wcześniej, na przyjęciu. Wtedy nawet Snape był zaszokowany.

- Szukamy jeszcze osób do chórków oraz perkusisty i kogoś, kto gra na skrzypcach. Pełna lista instrumentów, które mamy już zapewnione, będzie rozwieszona jutro rano, wraz z wykonawcami – kontynuował Dumbledore. – Mam nadzieję, że ciepło przyjmiecie Freda i George’a Weasleyów, którzy zadeklarowali, że wspomogą nas swoimi gitarami. Koncert będzie czysto mugolski, choć oczywiście Fatalne Jędze zagrają kilka czarodziejskich piosenek. Chcę tylko powiedzieć, że wykonywane przez profesor McDavis i Prefektów Naczelnych piosenki to: „All I Want For Christmas Is You” Mariah Carey, „So This Is Christmas” Celine Dion i „Merry Christmas Everyone” Shakina Stevensa. Liczę, że większość uczniów zna te melodie i włączy się do śpiewu. Myślę, że to wszystko... Ach, jeszcze jedno! Na Bal oczywiście wszyscy są zaproszeni, ale myślę, że wprowadzenie limitu dla poszczególnych klas to dobry pomysł. Innymi słowy: roczniki od pierwszego do piątego będą się bawić do dwudziestej drugiej, a klasy szóste i siódme mają czas do północy. Dokłada data Balu będzie ustalona za parę dni, ogłoszą ją Opiekunowie Domów, jednak możecie być pewni, że odbędzie się on przed wyjazdem na przerwę świąteczną. To chyba wszystko, życzę smacznego!

Dumbledore usiadł a na Sali wybuchły szepty. Wszyscy nie mogli się doczekać uroczystości i już planowali, kogo zaproszą oraz jak się ubiorą. Wszystkich także interesował występ pani profesor oraz dwóch Prefektów. Dużo osób spekulowało, która z pań zaśpiewa, którą piosenkę, ponieważ wszyscy wiedzieli, że hit Shakina Stevensa wykona Draco.

Severus wysłuchał spokojnie przemówienia Dumbledore’a, zjadł kolację i wyszedł bocznym wejściem. Przewędrował korytarzami, aż pod Wieżę Astronomiczną i po kilkuminutowej wspinaczce mógł popatrzeć spokojnie w powoli rozbłyskujące na niebie gwiazdy. Oparł dłonie na kamiennym parapecie i spojrzał na jasno błyszczącą Gwiazdę Północną.

Najwyższa wieża w Hogwarcie była dla Snape’a szczególnym miejscem. Można było obserwować z niej gwiazdy, co Severus szczególnie lubił. Nocne niebo przypominało mu zmarłą matkę, która zawsze zachęcała go do studiowania ruchów ciał niebieskich. Dopóki nie poszedł do Hogwartu, od niej uczył się astronomii. Podczas każdej bezchmurnej nocy zabierała go na łąkę za domem i pokazywała wszystkie konstelacje po tej stronie nieba. Kiedy opowiadała o gwiazdach i planetach, w jej oczach można było dostrzec odległy błysk dawno utraconej młodości.

- Dobry wieczór, profesorze – odezwał się głos za jego plecami. Hermiona Granger stała w drzwiach i podpierała się jedną kulą. Po chwili wahania podeszła jednak do niego i usiadła na brzegu szerokiego parapetu.

- Granger, odbiło ci? Złaź stąd, jeszcze spadniesz! – wysyczał nauczyciel ściągając ją prędko z okna.

- Już, schodzę – mruknęła, wyczarowując sobie fotel i siadając w nim wygodnie. Magicznie zapaliła też pochodnie. – Co pana tu sprowadza? – zapytała konwersacyjnym tonem.

- Powinienem zapytać cię o to samo – odparł, nieświadomie przyjmując zaproszenie do rozmowy. Pstryknął palcami, a naprzeciwko dziewczyny pojawiła się mała, czarna, obita skórą sofa. Taka, akurat na dwie osoby, które siedziałyby bardzo blisko siebie. Właściwie przypominała duży fotel. Kolejnym pstryknięciem zablokował drzwi i wyciszył pomieszczenie. – Jesteśmy na Wieży Astronomicznej, niedostępnej dla uczniów, którzy nie są pod opieką nauczyciela.

- Profesorze, jestem Prefektem Naczelnym. Nie wiem, czy ten fakt umknął pańskiej uwadze, ale jeśli pełnię taką funkcję, to oznacza, że mam podobne uprawnienia jak nauczyciel. Mogę chodzić po korytarzach po ciszy nocnej oraz wchodzić na, dajmy na to, Wieżę Astronomiczną. – Uśmiech Hermiony rozjaśnił złośliwy uśmiech.

- Rozumiem. Więc, po co tu przyszłaś? – Machnięciem ręki wyczarował niski stolik i dwa kieliszki. – Wina? – zapytał.

- Czerwonego, poproszę – odparła. – Przyszłam, ponieważ lubię tu siedzieć. Mogę oglądać zachody słońca i pierwsze rozbłyski gwiazd. Często zabieram też książkę i długo czytam – mówiła, a Mistrz Eliksirów w tym czasie nalewał wina, które przyniósł mu Płomyk. – A pan? Dlaczego pan tu przychodzi? Bo chyba nie dla zachodów słońca, to nie w pańskim stylu.

- Dlaczego cię interesuje, z jakiego powodu odwiedzam Wieżę Astronomiczną? – Severus ujął kieliszek i upił trochę krwistego płynu.

- Bo wiem, że pan mi nie powie. – Uśmiechnęła się i również wzięła łyk wina.

- I mimo to próbujesz dalej? – Uśmiechnął się kpiąco. Nie zaszkodzi, jeśli troszkę się z nią podroczy.

- Owszem. No, więc...? – Hermiona rozparła się wygodniej i wyczarowała sobie koc, którym się otuliła. Na szczycie wieży, gdzie okna nie miały szyb, nie było najcieplej, szczególnie, że zbliżał się październik.

- Obserwuję gwiazdy – powiedział po prostu.

- A, tak. Też uważam, że są fascynujące – odrzekła, zerkając na ciemniejące niebo. Powoli gwiazdy błyszczały coraz jaśniej, można było dostrzec pierwsze konstelacje. – Jak byłam mała, siadałam z tatą w bezchmurną noc na ławce w ogrodzie, a on uczył mnie jak nazywają się poszczególne gwiazdozbiory i które gwiazdy je tworzą. – Na wspomnienie ojca, głos jej nieco zadrżał, ale dzielnie wytrzymała do końca.

- I nauczyłaś się czegoś? – Tym razem w jego głosie nie było zwyczajowej ironii. Zawsze się tak działo, gdy Granger wspominała o ojcu.

- Owszem. Wiem gdzie leży Łabędź, Kasjopea, Orion, Bliźnięta, znam właściwie wszystkie konstelacje. Cieszę się także, że podczas naszego wyjazdu, byliśmy na półkuli południowej, co dało mi możliwość zobaczenia nocnego nieba południowego – odpowiedziała, wstając i z kieliszkiem w ręku podchodząc do okna.

Severus przez chwilę patrzył na jej sylwetkę, po czym wstał i stanął za nią. Wspólnie obserwowali niebo.

- Tam, jest Kasjopea. – Wskazała palcem krzywą literę „w” złożoną z pięciu gwiazd. - Zna pan mit, którym starożytni Grecy wyjaśniali sobie tą nazwę? – zapytała.

- Nie, nie znam. Opowiedz – poprosił. W pewien sposób jej słowa go hipnotyzowały.

- Żyła kiedyś pewna piękna królowa. Miała na imię Kasjopea – zaczęła Hermiona, odwracając się do nauczyciela. - Wszędzie szczyciła się swoją urodą i wymagała od poddanych, aby czcili ją jak boginię. Tego samego oczekiwała także wobec swojej córki, Andromedy. Kiedy po zadziwiającym splocie wydarzeń, w które wplątano słynnego Perseusza, Kasjopea została ukarana przez bogów za swoją pychę i śmiałość porównywania się do istot boskich. Umieścili ją w wiklinowym koszyku na niebie, jako gwiazdozbiór. Każdej nocy koszyk odwraca się i ukazuje wypiętą tylną część ciała wyniosłej królowej. Tym samym Kasjopea, co noc cierpi katusze wstydu, ponieważ ludzie patrzący na tą konstelacją do woli komentują jej obnażoną pupę – zakończyła z lekkim rumieńcem.

- Gdzie to wyczytałaś? – Snape był zaszokowany. Co za idiota to wymyślił? Jakie brednie...

- W mitologii starożytnych Greków – odparła. – Całkiem ciekawe, no i często można się pośmiać z różnych przypadków. Mogę panu pożyczyć – zaproponowała.

- Cóż, dobrze – powiedział, odstawiając kieliszek na parapet. – Znasz inne mity? Ciekawsze?

- Owszem. Na przykład ten o Erosie i Psyche. Piękna opowieść o miłości, której nie rozdzieliła nawet zemsta zazdrosnej bogini – odrzekła dziewczyna, również odstawiając swój kieliszek. – Albo ten o powstaniu konstelacji bliźniąt. Polecam, bardzo wzruszające.

- Nie zwykłem się wzruszać przy książkach – odparł zimno.

- Racja, trudno się wzruszać, czytając trudne rozprawy o eliksirach – powiedziała z sarkazmem. – Nawet dramaty Szekspira pana nie wzruszyły?

- „Romeo i Julia” to opowieść o dwóch idiotycznych rodzinach, które nie potrafiły rozsądnie porozmawiać. Dopiero śmierć ich ukochanych pociech uświadomiła im, że rozumne argumenty to jedyna droga do kompromisu – wyjaśnił z sarkazmem Snape.

- Owszem, ale czy szlachetne poświęcenie się dla ukochanej nie było wzruszające? – zapytała Hermiona, zakładając ręce na piersi.

- Jeśli wzięcie trucizny, która nawet nie powodowała bólu było poświęceniem... - zawiesił głos Snape.

- Skąd pan wie, że nie powodowała bólu? – zaciekawiła się Hermiona. Nie było o tym wzmianki w żadnej księdze, którą znalazła. A dużo szukała.

- Jako Mistrz Eliksirów posiadam źródła niedostępne dla zwykłych śmiertelników – odparł ze złośliwym uśmiechem.

- Jak będę Mistrzynią to też da mi pan do nich dostęp? – zapytała, przysuwając się bliżej.

- Najpierw zdobądź ten tytuł, to pogadamy. – Szyderczy grymas wykrzywił mu twarz.

- Dlaczego pan się nie uśmiecha, ale tak prawdziwie? – Dotknęła jego policzka w łagodnej pieszczocie.

Pytanie było bardziej niż zaskakujące. Severus lekko rozchylił usta ze zdziwienia, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. W końcu zdecydował się na szybką zmianę tematu.

- Jest już późna godzina, Granger, sądzę, że najlepiej będzie, jak pójdziesz już do siebie. Odprowadzę cię. – Odsunął jej palce.

Hermiona tylko wywróciła oczami. W tym czasie Snape (dziękując w duchu Merlinowi) jednym machnięciem dłoni zlikwidował wszystkie dowody ich bytności na wieży, usunął zabezpieczenia i podszedł do drzwi.

Po kilku minutach dość szybkiego marszu dotarli do ich korytarza. Gryfonka poruszała się już dość sprawnie, ale bez kuli byłoby jej trudno.

Kiedy stanęli przed jego drzwiami i Hermiona miała już iść do siebie, nagle wyrwało jej się:

- Profesorze, mógłby mi pan zagrać coś na fortepianie?

- Teraz? Jest późno, dlaczego miałbym się zgodzić? – zapytał, zakładając ręce na piersi i opierając się plecami o futrynę.

- Ja... – zawahała się. – Proszę.

To zdziwiło Severusa jeszcze bardziej, niż sama prośba. Jednak, pchnięty impulsem kiwnął głową potakująco. Zdjął zabezpieczenia i wpuścił ją do swoich komnat. Przeszli przez salon, sypialnię i weszli do pokoju z fortepianem. Hermiona rozejrzała się dokładniej, bowiem, gdy był tu za pierwszym razem, nie miała okazji wszystkiego dobrze obejrzeć. Była zbyt zafascynowana instrumentem i jego właścicielem. Teraz przyjrzała się ścianom zapełnionym różnymi księgami i pergaminami. Większość to były śpiewniki i zeszyty z nutami, ale znalazło się też parę niepasujacych do otoczenia rozpraw o eliksirach.

- Co byś chciała? – zapytał miękko, podając jej znany już zeszyt. Chyba zgromadził tam ulubione nuty.

Hermiona usiadła, przewertowała brulion i natrafiła na melodię zatytułowaną „My Dear”*. Nad tytułem widniały pospiesznie skreślone dwa słowa: legato, adagio.** To było coś, czego chciała posłuchać, jakiegoś rzewnego kawałka.

- Może to? – Podała mu zeszyt. – Właściwie jak powstał tytuł? Sam pan to napisał? – dodała po chwili.

Severus skrzywił się w myśli. Wybrała właśnie tę nieszczęsną melodię, napisaną w noc po poznaniu Evy! Niech, więc teraz domyśli się, jak powstał tytuł!

- To nie jest ważne – odparł szybko. Zdjął surdut i pozostając w koszuli usiadł do instrumentu.

Melodia zaczynała się od wysokich tonów, ale brzmiała bardzo łagodnie. Hermiona skuliła się w fotelu i teraz pragnęła tylko słuchać. Muzyka usypiała, prowadziła w krainę snów. Te same dźwięki powtarzały się, co jakiś czas, ale nie brzmiało to sztucznie, wręcz przeciwnie. Im bliżej było do pewnego momentu, tym bardziej chciało się go usłyszeć.

Dziewczyna wyłączyła swój mózg, pozwoliła odpocząć zmęczonemu umysłowi. Po prostu słuchała i patrzyła jak te smukłe palce pieszczą klawiaturę instrumentu, ledwo jej dotykając. Każdy wywierany na klawisze nacisk był jak muśnięcie skrzydła motyla lub podmuch wiatru. Tak delikatny, a zarazem doskonale słyszalny. Doskonale zsynchronizowane ruchy obu dłoni, płynne przejścia, żadnych pomyłek. Idealnie.

Zdawało się, że lada chwila spod dłoni Severusa wypłyną nuty jak pąki otwierające się na wiosnę. Jak gałęzie drzew wypuszczające pierwsze, drobniutkie zielone listki. Wypłyną i otulą słuchacza niczym ciepły kokon. Zatrzymają go w czasie nie pozwolą się ruszyć. Ześlą nań spokój i radość, szczęście i miłość, odegnają precz zło i smutek, stres i nienawiść. Człowiek zatonie w nich, będzie chciał trwać tak na wieki. Zrobi wszystko, żeby tylko pozostać w tym błogosławionym stanie. A one będą płynęły wokół niego, przywołując i kusząc. I nikt im się nie oprze, tak wielka jest potęga muzyki.

Hermiona patrzyła i patrzyła, słuchała i słuchała, każdą cząstką swojego ciała chłonęła obraz przed sobą. Pragnęła pozostać tak na wieczność. Czasem próbowała walczyć z usypiającą melodią, ale ta coraz głębiej wciągała ją w krainę snu. Zmęczona, przymknęła powieki i zasnęła.

______________

* (ang.) moja ukochana. Tak naprawdę prawdziwy tytuł brzmi „Let Us Describe Alice” i powstał na potrzeby filmu „Zmierzch” :D

** płynnie, wolno.

sobota, 12 lutego 2011, mionka94
Komentarze
2011/02/12 17:10:29
Jejuu.... Snape grający taką ckliwą melodię! :) Cudne! I jeszcze ten twój opis..Ach, rozmarzyłam się :) A, i świetny pomysł z tym balem! Nie mogę się doczekać reakcji Seva na śpiew Hermiony. Teraz mi tak przyszło do głowy.... Może on by się zgodził zagrać? :D Uruchom siłę przekonywania Hermiony. Prooszę! :P :*
Pozdrawiam, życzę weny, buziaczki :*:*:*
-
2011/02/12 18:07:29
Podobało mi sie, sama nie wiem dlaczego ale się podobało! Muzyka tym razem mnie nie wnerwiała i była ładnie wkomponowana w tekst!
No i dołączam sie do życzeń, dla solenizantki
-
Gość: , 178-37-238-141.adsl.inetia.pl
2011/02/12 18:18:31
świetne!!! Zazwyczaj nie przepadam za muzyką w tekście ale tu jest dorze wkomponowane :) weny, weny i jeszcze raz weny pzdr.
-
Gość: Rudaa, 81.190.124.7*
2011/02/12 20:12:04
Ale słodkie, bardzo mi się podoba
-
Gość: Rudaa, 81.190.124.7*
2011/02/12 20:12:36
Ale słodkie, bardzo mi się podoba
-
2011/02/12 22:32:40
Ah, nie ma to jak muzyka idealnie dobrana do tekstu... Strasznie mi się to podobało, szczególnie ta końcówka. No kto by pomyślał, że Sev, nie dość, że zgodzi się jej zagrać, to jeszcze będzie grał takie coś... Mam nadzieję, że następny rozdział powstanie szybko, bo czuję teraz olbrzymi niedosyt! A jestem też strasznie ciekawa, jak wypadnie występ Hermiony :)
Pozdrawiam,
Ines
-
Gość: Gloomy queen, 87-207-219-90.dynamic.chello.pl
2011/02/13 15:06:25
śliczne , strasznie mi się podobało.. oby tak dalej :)
-
2011/02/14 19:33:45
Końcówka rozpływająca się, aż sama chciałabym tam siedzieć ;d. Nie no ogólnie zdziwiło mnie zachowanie Hermiony. Takie poważne i bardzo odważne co do Severusa, on zaś był bardzo zaskoczony i wyjątkowo mało zaczepliwy. Rozdział bardzo udany. Pozdrawiam!
-
Gość: Sevmiona, kopernika.skawsoft.com.pl
2011/02/15 18:01:55
Dziękuję za dedykację! Bardzo mi miło! Przepraszam że dopiero teraz komentuję, ale byłam u babci i nie miałam neta. Rozdział cudowny, jak zawsze zresztą. Pozdrawiam i czekam na 45 rozdział!
-
Gość: Strange, apn-77-112-200-224.dynamic.gprs.plus.pl
2011/02/15 19:41:08
Pięknie piszesz. Przeczytałam dzisiaj całe opowiadanie od początku i bardzo mi się spodobało. Ta wycieczka z portalami, oparzenie i pobyt na wieży ... pięknie.
Cudownie opisałaś gre Seva na instrumencie. CUDOWNIE
Możesz informować mnie o nowych wpisach. Nie będę spamować, wiec podam ci gg, a nie strone www
Więc gg: 13464393
Napisz :D
-
2011/02/16 18:58:35
To był piękny rozdział. Uwielbiam jak Severus gra na fortepianie, może dlatego że sama gram na klawiszach :) Mam nadzieję, że Sev nie będzie uciekał od swoich uczuć do Hermiony, które zaczynają wypływać na światło dzienne.
Jestem ciekawa śpiewu Hermiony i Evy to będzie ciekawy występ no i oczywiście cudownego ślizgona heh Draco i śpiew czy można pragnąć coś więcej :)
Życzę Weny :)
-
Gość: Jane, public79089.xdsl.centertel.pl
2011/02/19 18:04:13
Wczoraj przeczytałam całość i muszę przyznać, że fabuła jest wyjątkowo wciągająca. I choć pojawiły się sceny, które wydawały mi się być lekko robione na siłę lub zbyt szybko umiejscowione w fabule, to nie mogłam się oderwać od Twojego tekstu.

Jeśli chodzi o błędy to dostrzegłam dwa:
1. Dumbledore poprosił Hermionę, by ta obserwowała Severusa czy przypadkiem ktoś go nie atakuje zaklęciem poprzez Mroczny Znak. Jak na razie nic więcej o tym nie ma i wygląda jak zaczęty wątek i pogrzebany pod stosem dalszej akcji.
2. Na końcu jednego z rozdziałów napisałaś, że Albus jest bratem sąsiadki Lisy, a w następnym, że to jej były mąż.

Pozdrawiam i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy :)
Jane
-
2011/02/19 23:44:49
Jane, to, że nie piszę o Mrocznym Znaku itp. nie znaczy, że pogrzebałam ten wątek. Owszem, akcja pędzi jak szalona, przez co mogę nieco mniej pisać o innych wątkach, ale zapewniam cię, że mam już scenę, która z hukiem przypomni nam, o co Dumbledore poprosił Hermionę :)
A co do byłej dyrektora - napisz mi, gdzie to wyczytałaś, bo ja za Chiny tego nie widzę. Wg mnie jest wszystko w porządku, ale może z lekkiego braku snu niedowidzę trochę.
A do wszystkich: TO był prawdziwy komentarz! Widzicie? Napisała co jej się nie podoba, jeden mały komplement i już! Co nie oznacza, że nie lubię być zasypywana komplementami, jednak założę się, że są rzeczy, które Wam nie pasują. Piszcie, ja nie gryzę :)
-
Gość: Jane, public79322.xdsl.centertel.pl
2011/02/20 13:35:53
Mionka, teraz sprawdziłam i się okazało, że to był błąd w pliku, który zawierał pierwszych czterdzieści rozdziałów Twojego opowiadania. Na blogu jest wszystko zgodne. Mea culpa. Powinnam sprawdzić to zanim pokazałam, że to potknięcie.

Miłej niedzieli,
Jane
-
2011/02/25 17:18:12
Kurczę, to chyba najpiękniejszy rozdział, jaki ostatnio czytałam. Przynajmniej ten ostatni fragment... był strasznie wzruszający;) Wrażenie spotęgowała jeszcze ta muzyka, którą grał Snape. Już ją sobie zgrałam na telefon. Jest prześliczna. Jednego tylko nie rozumiem... Jak Hermiona mogła zasnąć w takim momencie? Gdyby to mnie taką melodię, zagrał taki facet, jak Severus, nie mogłabym tak po prostu tego przespać. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, proszę, napisz go szybko :)
Wzruszona Emmiona :D
-
Gość: falconette, 89-76-58-136.dynamic.chello.pl
2011/03/04 03:12:40
Doprawdy, bardzo lubię to opowiadanie i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział. W międzyczasie napisałam też coś u siebie: oparyslow.blogspot.com
Zapraszam i pozdrawiam :)