|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział 43I tu zawiązuje się właściwa akcja, do której nawiązuje tytuł bloga. Jak pewnie niektórzy się domyślają, nazwa "I believe I can fly" wzięła się z tytułu bardzo ładnej piosenki R. Kelly. A teraz będzie duuużo muzyki :D I potem też. Tak naprawdę, to główny wątek (poza HG/SS) będzie opierał się na pewnym turnieju... ale nic więcej nie zdradzę! Komentujcie! Enjoy!
43. Hermiona z głośnym westchnieniem usiadła na krześle w bibliotece szkolnej. Od trzech dni nie miała ani chwili spokoju. W momencie, gdy weszła ze Snape’em do Wielkiej Sali w dniu powrotu (a należy dodać, że byli już spóźnieni, wchodzenie po schodach zajmuje sporo czasu), ucichły wszystkie rozmowy, a kilkaset par oczu wlepiło wzrok w nowoprzybyłą parę. Mistrz Eliksirów tylko zgromił towarzystwo wzrokiem i oddał ją pod opiekę Ginny. Kiedy odszedł, by usiąść na swoim miejscu, po lewej ręce dyrektora, Gryfonka została zasypana tysiącami pytań. Jedynie Harry wydawał się być niezainteresowany sytuacją. Po prostu przytulił ją, mówiąc „dobrze cię widzieć” i wrócił do swojego obiadu. - Hej, Hermiona, co robisz? – Głos Hanny Abbott przerwał jej ponure rozmyślania. - Myślę – odparła, uśmiechając się słabo. – I rozmasowuję dłonie. - Och, wiem, o czym mówisz. Chodzenie o kulach nie jest proste. – Hanna także się uśmiechnęła i zajęła krzesło obok. – Mój tata jest mugolem. Kiedyś złamał nogę i nie wierząc magicznym metodom uzdrawiania, poszedł do mugolskiego szpitala. Tam wsadzili mu nogę w takie białe coś... - Gips – podpowiedziała Hermiona. - O, właśnie! – ucieszyła się Hanna. - Włożyli mu nogę w gips i gdyby nie mama, to przez całe wakacje chodziłby o kulach. A tak to, zabrała go do św. Munga - moja ciocia tam pracuje - i po dwóch godzinach tata mógł wyjść na własnych nogach. - To miło. – Gryfonka uśmiechnęła się nieco radośniej. – Po co przyszłaś do biblioteki? Jest piątek, poza mną, nikt tu w piątki nie zagląda. - Właściwie, miałam nadzieję cię tu znaleźć – odparła Hanna. - Mnie? Dlaczego? – zainteresowała się Hermiona. - Dumbledore zlecił mi pewną rzecz. – Hanna usadowiła się wygodniej i odwróciła przodem do Hermiony. – Jak wiesz, należę do szkolnego chóru. – Hermiona kiwnęła potakująco głową. – Wczoraj dyrektor wezwał mnie do siebie. Był tam Flitwick, razem z McDavis i bliźniakami Weasley. Dumbledore wpadł na pomysł urządzenia kolejnego Balu Bożonarodzeniowego. Chce także, aby, obok zespołu, wystąpili uczniowie. Powiedział, że ma już ułożony repertuar. I to nie tylko czarodziejskie utwory. Dodał też, że instrumenty będą raczej zapewnione: na gitarach grają bliźniacy, podobno Neville Longbottom coś tam brzdąka na pianinie, więc z fortepianem powinien sobie poradzić. Pozostaje jeszcze znaleźć kogoś do perkusji i skrzypiec. No i wokal. Profesor McDavis zaoferowała się do jednej piosenki, podobno śpiewa się ją bardzo wysoko... - To fantastyczny pomysł, ale co ja mam z tym wspólnego? – Hermiona była pełna niepokoju. Oby nie spełniły się jej przewidywania. - Popytałam znajomych i natrafiłam na ciekawą informację. – Hanna uśmiechnęła się zagadkowo. – Ginny Weasley powiedziała mi, że masz cudowny głos, więc uznałam, że warto by sprawdzić tą informację. Co ty na to, żebyś wystąpiła na Balu? - Eee, cóż... – Prefekt Naczelna nie bardzo wiedziała, co powiedzieć. – Widzisz, Hanno, bardzo dawno nie ćwiczyłam... - Czyli to prawda. – Na twarzy Hanny wykwitł uśmiech pełen samozadowolenia.. - W sumie... – Hermiona nieśmiało pokiwała głową. - To jak, bierzesz udział? – Puchonka spojrzała na nią z nadzieją. - Hanno, bardzo długo nie ćwiczyłam, a nawet jeśli, to były to okazyjne przyśpiewki pod prysznicem – powiedziała Hermiona, a druga dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. – Musiałabym popróbować, przypomnieć sobie... To nie takie łatwe. - Wiesz, co? Zróbmy tak: przyjdź do nas na próbę chóru. W niedzielę o 14.30, zaraz po obiedzie. Spotykamy się w tej dużej sali, obok pracowni zaklęć. Tam spróbujesz coś zaśpiewać, przy okazji profesor Flitwick powie ci, co powinnaś poprawić - zaproponowała Hanna. - Chyba mogłabym przystać na coś takiego – uśmiechnęła się Hermiona. - W takim razie jesteśmy umówione! – wykrzyknęła Hanna. – Idę powiedzieć profesorowi Flitwickowi! - Jasne, biegnij! Ale nic nie obiecuję! – zawołała za nią Hermiona. - Jeszcze zobaczymy! – odkrzyknęła Puchonka, znikając za drzwiami biblioteki. Gryfonka uśmiechnęła się i pokręcił głową. Ech, ona i występ na Balu? Z tą nogą? Chociaż, do Bożego Narodzenia powinno być wszystko w porządku. Przynajmniej tak rokował Snape. Wczoraj przyszedł na rutynową kontrolę i po badaniach oznajmił, że jeszcze około miesiąca. Rana bardzo dobrze się goiła, wręcz w zadziwiającym tempie. - Do Halloween musisz jeszcze używać kul, a potem zobaczymy – skwitował nauczyciel. Hermiona ociężale podniosła się z krzesła i na pożegnanie skinęła głową pani Pince. Wzięła kule i powlokła się do swoich komnat w lochach. Szła przez opustoszałe korytarze, większość uczniów siedziała teraz w swoich Pokojach Wspólnych i cieszyła się z nadchodzącego weekendu. - Cześć, Hermiona! Ginny machała do niej jak oszalała. Obok stał Draco, nieco zniesmaczony zachowaniem swojej dziewczyny. - Ginny, przestań już! Ona nas widzi! – syknął po chwili, łapiąc rudą za nadgarstek i ściągając jej rękę na dół. Hermiona wyszczerzyła się do nich radośnie. Gdy dwa dni temu dowiedziała się, że są parą, nie powstrzymała uśmiechu satysfakcji. Od dawna podejrzewała, że Ginny czuje miętę do dziedzica Malfoyów, ale przez tradycję traktowała go jak śmiecia. Zresztą z wzajemnością. Prefekt Naczelna pokuśtykała w ich stronę. - Co tam, gołąbeczki? – Nie mogła się powstrzymać od lekkiej ironii. A szczególnie, gdy Draco widowiskowo obejmował swoją dziewczynę w pasie. - A jak pożycie z Nietoperzem? – odgryzł się blondyn. Hermiona skrzywiła się na wspomnienie nauczyciela. Odkąd przyprowadził ją do Wielkiej Sali, trzy dni temu, zachowywał się bardzo chłodno w stosunku do swojej praktykantki. Na badaniach wykonywał niezbędne czynności i nie powiedział nic więcej ponad to, co musiało być powiedziane. Do minimum ograniczył dotykanie jej, choć wyglądał, jakby przyszło mu to z dużym trudem. - Hej, Hermiono! Ziemia do Hermiony! – Draco pstryknął jej przed nosem palcami. - Hmm? Przepraszam, zamyśliłam się – powiedziała Gryfonka, skupiając się na przyjaciołach. - Myślałaś o nauczycielu eliksirów? – Ginny ściszyła konspiracyjnie głos. – No, Miona, powiedz, jaki... - Ej! – krzyknęła Prefekt Naczelna. – To jest niesmaczne! On jest moim nauczycielem, Gin! - Już, już, uspokój się, bo ci ciśnienie skoczy – uśmiechnęła się rudowłosa. – To tylko takie gadanie, nic nie znaczy. Powiedz lepiej, czy się zgodziłaś! - Na co miałam się zgodzić? – zdziwiła się Hermiona. - No na propozycję Hanny! Uważam, że naprawdę powinnaś wystąpić, to dla ciebie wielka szansa! Nawet nie idź na to spotkanie chóru, przecież śpiewasz o niebo lepiej niż oni! Chodź, pójdziemy teraz do Dumbledore’a i powiemy mu, że zgadzasz się na występ! – wykrzyknęła entuzjastycznie Ginny, chwytając starszą Gryfonkę pod ramię i delikatnie ciągnąc ją w stronę gabinetu dyrektora. - Chwila, chwila, Ginny! – Hermiona wyrwała się przyjaciółce. – Jeszcze nie powiedziałam, że wystąpię. Dawno już nie ćwiczyłam głosu, szybko licząc, od sześciu lat, więc nie wiadomo czy jeszcze będę w stanie czysto zaśpiewać. Na razie pójdę po prostu na tą próbę i zobaczę, co potrafię. Ginny wyraźnie oklapła, ale nie traciła nadziei. - To może pójdę z tobą? – dopytywała się. – I Draco będzie nam towarzyszył, co? - Ja nie idę. Jeszcze pomyślą, że chcę zaśpiewać, czy coś równie głupiego... – orzekł blondyn, zakładając ręce na piersi. - Och, nie bądź idiotą, Draco – powiedziała Ginny, wywracając oczami. – Wydaje mi się, że też mógłbyś spróbować coś zaśpiewać. Masz bardzo ładny tembr głosu i w tenorze*... - Nie! Czyś ty oszalała, Gin? – wrzasnął Malfoy. – Nie będę śpiewał w jakimś durnym chórze! Malfoyowie nie zniżają się do takich rzeczy. - Nie to nie. Skoro nie zniżają się nawet do tego, by na prośbę swojej dziewczyny iść i dopingować przyjaciółkę, to chyba nie warto się z nimi zadawać, co? – odwarknęła Ginny. – Chodź, Miona. – Wzięła Prefekt Naczelną pod ramię, odwróciła się i odeszła, ciągnąc za sobą zdziwioną Hermionę. Draco został sam na korytarzu z bardzo głupią miną. W końcu pokręcił ze złością głową, wsadził ręce do kieszeni i powędrował do dormitorium Ślizgonów, mrucząc od nosem. *** Severus Snape oparł się o gzyms kominka w swoim salonie ciężko westchnął. Była jedna rzecz, której nie cierpiał bardziej, niż naprzykrzających się uczniów. Byli to naprzykrzający się współpracownicy. To, że zostali poinformowani o relacji profesor Snape – panna Granger i ich wyjeździe, nie przeszkodziło im w zadawaniu zabawnych (w ich mniemaniu) pytań. Dotyczyły one, między innymi: wypoczywania w pełnym słońcu („Chyba się opaliłeś, Severusie? Czybyś spędzał wakacje w tropikach?” autorstwa Pomony Sprout), zdrowia („Severusie, nie wyglądasz za dobrze, te dwa dodatkowe tygodnie poza szkołą chyba ci zaszkodziły.” – Poppy Pomfrey) i, Merlinie, ratuj!, obecności kobiety w jego życiu. Tą ostatnią opcję rzuciła Minerwa McGonagall, za co oberwała spojrzeniem godnym bazyliszka. Ale ona się tylko lekko uśmiechnęła. Mistrz Eliksirów zdjął pelerynę, szatę i surdut, rzucił wszystko na kanapę i podszedł do stosu wypracowań piętrzącego się na ławie. Poluzował kołnierzyk, wziął do ręki wszystkie pergaminy, pióro, kałamarz i poszedł do sypialni. Chyba lepiej będzie, jak ułoży się wygodnie na łóżku. To może być przykre doświadczenie, szczególnie, że są to wypociny pierwszorocznych. *** Weszła do swojej sypialni i ze złością rzuciła szatę na łóżko. Właśnie usłyszała, jak ta cała Granger sprzecza się z przyjaciółką. Mówiły coś o występie i pójściu do dyrektora. Chyba chodziło o śpiew. No nie! Ta dziewucha znów się wtrąca w jej przedsięwzięcia! Nie dość, że zabrała jej Severusa, to jeszcze chce się wepchnąć na Bal. Trzeba będzie coś zrobić... Nagle do okna zapukała duża, ciemnobrązowa sowa o bursztynowych oczach. Zaciekawiona nauczycielka podeszła do szyby i wpuściła ptaka. Odwiązała kopertę od nóżki zwierzęcia i odgoniła je machnięciem dłoni. Oburzona sowa zahukała potępiająco i odfrunęła. Kobieta stanęła przy łóżku i otworzyła list. Była to krótka informacja od dyrektora. Droga Evo, przyjdź, proszę, w niedzielę na próbę chóru. Odbędzie się ona w dużej sali obok pracowni zaklęć o 14.30. Z poważaniem, Albus Dumbledore - Pewnie Granger przyjdzie – mruknęła Eva, krzywiąc się okropnie. – Ale może to i lepiej. Sądzę, że ta dziewucha z takim tembrem głosu będzie mogła zaśpiewać najwyżej altem**, jeśli w ogóle zaśpiewa. A ja z moim sopranem na pewno ją pobiję. Kobieta uśmiechnęła się mściwie. - A wtedy, moja droga Prefekt Naczelna na pewno spadnie w notowaniach Severusa. ____________________ * tenor – najwyższy głos męski; średni – baryton, najniższy – bas. ** alt – najniższy głos kobiecy; mezzosopran – średni, sopran – najwyższy. niedziela, 06 lutego 2011, mionka94
Komentarze
Gość: clarisse, afdj56.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/06 20:51:59
JESZCZE! JESZCZE! yyy... dobra. wdech-wydech :D cuudnie. już się nie mogę doczekać;) próby, śpiewu, balu... no i koniecznie jakichś scenek z naszą ukochaną parą:) A alt podobno lepiej działa na facetów niż sopran! :D Wena życzę i pozdrawiam:) c. (eee... pierwsza??? :P)
2011/02/06 20:54:23
Rozdział dla mnie średni, taki o śpiewaniu, mało Seva i poniekąd akcja mnie nie porywa. Nie wiem nawet jak to skomentować ==
Mam nadzieje że kolejne mnie wciągną. 2011/02/07 11:21:48
Rozdział jest w moim odczuciu wprowadzeniem dalszej akcji i tak też go odbieram. Nie wnosi zbyt wiele do całej opowieści, ale nie przeszkadza to w przyjemnym czytaniu. Pozdrawiam cię serdecznie i czekam na następny rozdział.
Gość: Gloomy queen, 87-207-219-90.dynamic.chello.pl
2011/02/07 15:40:50
Więcej , twój blog jest niesamowity... Świetnie piszesz , czytam bloga od niedawna i już się w nim zakochałm ... obyś jak najszybciej dodaj kolejny rozdział. Pozdrawiam :)
2011/02/07 16:04:55
hej, hej :D
całkiem przyjemne... jestem ciekawa jak to będzie z tym śpiewaniem Hermiony... i chciałabym znowu jakąś fajną sprzeczkę albo coś innego fajnego pomiędzy Mioną a Severusem... ah... i znalazłam jeden błąd :D mezzosopran jest średni a sopran najwyższy, a nie na odwrót :D pozdrawiam i życzę miłego kontynuowania opowiadania, Gee :)) 2011/02/07 17:37:00
No no szybuje się bitwa na głosy w wydaniu mionki ;d. Mam nadzieje, że Hermi wygra. Ba! jestem tego prawie pewna! Tylko szkoda, że Snape zrobił się znowu taki nie dostępny, choć z drugiej strony takiego najbardziej lubię ;p. No nie mogę się doczekać nexta... Pozdrowienia!
2011/02/25 16:45:23
Beznadziejna jest ta Eva - złośliwa, wredna, pusta i chciwa!!! Mam nadzieję, że Hermiona sobie poradzi i nie pozwoli tej idiotce wygrać! Idę czytać dalej.....:D
Emmiona. |